Zamiast papierosów paliłem książki

Książki

Masz ogień? Przecież ty nie palisz. Racja, papierosów nie palę. Spalam książki, wszystkie! Bez wyjątków.

Nie znosiłem czytać. Uwierzcie mi. W czasach licealnych, gimnazjalnych i wcześniej, nie czytałem prawie w ogóle. Chapeau bas w stronę moich rodziców, którzy spędzali około dwóch kwadransów dziennie, trzymając w rękach baśnie Andersena. Przed studiami miałem przeczytanych tylko kilka pozycji, ale ze wszystkich, dwie zapadły mi w pamięci:

  1. Pies, który jeździł koleją – Roman Pisarski
  2. Kamienie na szaniec – Aleksander Kamiński

To wszystko na dzisiaj, dziekuję, dobranoc!

Nie no, weźcie się chwilkę zastanówcie. Jaki jest sens działania w sieci (pisania bloga), kiedy nie ma się przeczytanych, chociaż kilkudziesięciu książek. Nie ma takowego sensu. To się mija z celem. Jeszcze na dodatek, kiedy autor zapowiedział, że będzie przekazywał coś czytelnikom. Jakieś rady życiowe, motywacyjne teksty itd. Sodoma i gomora.

Wiecie co? Ale to była prawda. To byłem ja. Trwałem sobie w takim pisarskim kłamstwie, pisząc teksty o żarówkach energooszczędnych, o niebie, zmarnowanej miłości. Miałem z tego fun, ale… brakowało mi spełnienia (takiego pełnego) oraz czytelników. Nie licząc znowu mojej mamy, która zawsze wchodziła na stronę, a później klepała mnie po ramieniu, mówiąc: Jest fajnie. W sumie, co innego mogła powiedzieć młodemu. To druga kobieta, która w taki sposób zachowywała się w stosunku do mnie. Pierwszą była moja ówczesna dziewczyna. Oj, ileż bym dał, żeby móc ją jeszcze raz spotkać. Kopnąłbym ją w dupcie za te wszystkie motywacyjne, podnoszące na duchu komentarze. Dzisiaj widzę, w jakim błędzie byłem (i ona była).

Trwałem, pisałem. Zmiana przyszła dopiero na studiach, kiedy trzeba było przycisnąć z nauką. Wiadomo, artykuły dotyczące mojego kierunku, czytanie gotowców (przygotowywanie ich). Pośrednio szykowałem się do wielkiego wybuchu na blogu, który nastąpił parę miesięcy temu. Wtedy to zmieniłem podtytuł strony. Wtedy wyrzuciłem kilkadziesiąt bezużytecznych i idiotycznych tekstów. Wtedy zacząłem czytać na potęgę.

CZYTANIE NIE BOLI

Wiecie, czego się dowiedziałem? Czytanie nie boli. Co więcej, może być czymś niesamowitym. Kiedy wróciłem do książek, zacząłem od Małego Księcia. Później było już tylko lepiej. Nawet kupiłem parę pozycji.

  1. Pułapki myślenia – Daniel Kahneman
  2. Piękny styl – Steven Pikner
  3. Kropki – Włodek Markowicz
  4. Małe życie – Hanya Yanagihara
  5. Ludzie na drzewach – Hanya Yanagihara

Kropki skończyłem. Pułapki myślenia dawkuję. Inaczej nie zrozumiałbym tej książki. Piękny styl zostawiam na koniec, trochę się zawiodłem na lekturze. I ostatnie dwie pozycje, przy których wzdycham. Dwie, potężne i grube książki. Przedwczoraj zacząłem od Małego życia. Ponad 800 stron! Najgłośniejsza amerykańska powieść roku 2015. Podobno pierwsze 100 kartek nie zachęca do dalszego czytania, ale ja wam powiem co innego. Jestem na pięćdziesiątej stronie i nie mogę przestać czytać. Robię to bardzo powoli, bo chciałbym się wkraść w umysł autorki i stanąć obok czterech bohaterów Małego życia. Są nimi: Willem – aspirujący aktor, JB – utalentowany malarz, Malcolm – sfrustrowany architekt, Jude – tajemniczy i wycofany chłopak.

Jestem szaleńcem. Mój tata, który jest molem książkowym, patrzy na mnie, jak na wariata. Nigdy chyba nie widział, żeby syn pałał taką sympatią do książek. I do papieru. Zwykle był tylko internet i artykuły w sieci.

KSIĄŻKI SĄ…

Zostawiam wam pole do popisu. Chciałbym, żebyście podzielili się ze mną tym: Czym są dla was książki? Proste pytanie, ale czy odpowiedź będzie również banalna?

W takich momentach, jak ten, warto zasięgnąć pomocy wujka google.

Książki są:

  • lustrem, widzisz w nich tylko to, co masz już w sobie
  • jak towarzystwo, które sobie człowiek dobiera
  • fajne i kropka
  • zwierciadłem duszy
  • niebezpieczne
  • drogie (ew. za drogie)

To tylko kilka jego propozycji. Pasuje to do was? Dodalibyście coś innego? Czekam!