SeeBloggers to inny świat – RELACJA

Seebloggers

Wróciłem. Jestem cholernie zmęczony, ale mega zadowolony. Spędziłem prawie trzy dni z cudownymi ludźmi. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, piwo sprzed nosa a palec z telefonu. Dzięki seebloggers zrozumiałem, na czym polega praca nad sobą, praca w mediach społecznościowych i co to znaczy pisać, tworzyć i dzielić się.

Jestem pełen pozytywnej energii, motywacji. Mam nadzieję, że przez następne miesiące będę ją wykorzystywał w 100%.

CZYM JEST SEEBLOGGERS?

Krótko mówiąc: jest to festiwal dla twórców internetowych. W jednym miejscu, w tym samym czasie, spotykają się osoby, które są powiązane z siecią. Zaczynając od bloggerów, kończąc na ludziach zafascynowanych instagramem czy youtubem. Ile nas było? Około 2000 samych influencerów, nie licząc prelegentów itd. Czasami ciężko było się odnaleźć w tłumie zmierzającym na wykłady lub warsztaty. Było wiele stref tematycznych oraz stoiska, w których królowali sponsorzy.

Każdy uczestnik, jeszcze przed rozpoczęciem festiwalu, mógł zapisać się na pasujące mu warsztaty (wykłady, które odbywały się na sali głównej były “niebiletowane”). Ja postawiłem na: edukację i strefę growth. 

Kogo spotkałem? Krzysia Czeczota, z którym miałem warsztaty: z bloga na vloga, Maćka Orłosia, skuteczne wystąpienia publiczne oraz Jarka Lipszyca z Wolnych Lektur, jak niechcący stworzyliśmy serwis dla 5 milionów użytkowników.

Ale tak naprawdę, oprócz tych znanych twarzy, z którymi nawet mam parę zdjęć, dla mnie najważniejszym punktem tej imprezy było coś innego. Nowe znajomości.

Przyszedłem na imprezę, o której dowiedziałem się przypadkiem, jakaś reklama na facebooku. Zostałem zakwalifikowany, więc przez ostatnie dwa miesiące nie myślałem o niczym innym. Przyjechałem tam z małym plecakiem doświadczeń i z praktycznie zerowymi znajomościami w świecie bloggerów. Teraz, być może plecak nie zwiększył swojej wagi, ale liczba znajomych drastycznie wzrosła.

DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM!

Jestem wdzięczny Kubie, za jego poczucie humoru, za ciekawostki i opowiadania o Łodzi, o których nigdy w życiu nie słyszałem. Dzięki niemu także nauczyłem się paru włoskich słów.

Dziękuję Iwonie, za jej dmuchanego, różowego flaminga i żarty o owcy, czas spędzony w klubie yellow i na dokach przy Piotrkowskiej. Za jej niesamowity i cudowny uśmiech, a przede wszystkim za jej śmiech, który na końcu festiwalu udzielił się każdemu.

Dziękuje Agnieszce, także za jej uśmiech i poczucie humoru. Za to, że potrafiła wytrzymać z takim małym gówniarzem, jakim jestem, mimo większej różnicy wieku.

Dziękuję również Asi, za wielkie serce. Prawie takie jak jej wzrost. Zawsze wydawało mi się, że to ja jestem wysokim gościem. Jednak, kiedy patrzy się na kobietę z dołu, “wysoki” mężczyzna może się nieco załamać.

Dziękuję Arturowi i Mariuszowi, za to, że za każdym razem, jak się widzieliśmy (nawet z daleka), walili we mnie bananami. Wreszcie znaleźli się ludzie, którzy potrafili obsypywać innych uśmiechami lepiej niż ja.

Dziękuję każdemu, z którym zamieniłem chociaż jedno słowo, zdanie. Mam nadzieję, że za rok także się spotkamy. Jak nie uda się na kolejnej edycji SeeBloggers, to gdziekolwiek indziej. Nigdy o was nie zapomnę.