Rozmowa z redaktorem naczelnym Rzeczpospolitej

7

Kiedy udało mi się skontaktować z redaktorem naczelnym Rzeczpospolitej, panem Bogusławem Chrabotą, byłem w siódmym niebie. Przed spotkaniem był wielki stres. Jednak podczas rozmowy zapomniałem o całym napięciu.

Po co mi to było? Z jednej strony była to najzwyklejsza ciekawość. Chciałem dowiedzieć się, jak wygląda praca w redakcji profesjonalnej gazety. Z drugiej, spotkanie było częścią mojego zaliczenia na studia. W tym momencie zamykam się i zostawiam was z niesamowicie ciekawym tematem. Ciao!


Jak przebiega weryfikacja tekstów w Rzeczpospolitej? Mówimy tutaj o autorach zewnętrznych, jak i wewnętrznych. Przez jakie działy tekst musi przejść, żeby pojawić się w gazecie?

Zacznijmy od tego, że struktura tej gazety jest nieco inna od pozostałych polskich gazet. My w przeciwieństwie do większości pism w Polsce i na świecie, codziennie wydajemy trzy grzbiety. Ogólny, który zajmuje się tematyką od polityki po kulturę i sport, prawniczy i ekonomiczny. Ergo, mamy trzy redakcje redagujące trzy różne grzbiety: ekonomiczną, prawniczą i polityczną.

Jeżeli chodzi o newsa (nie mylić z publicystyką), to korzystamy z własnych dziennikarzy. 99% materiałów newsowych, informacyjnych, pochodzi z redakcji. Nie bierzemy materiałów newsowych od zewnętrznych autorów. Inaczej jest w publicystyce. Jeśli komentarze, które są w Rzeczpospolitej na drugiej stronie, piszą członkowie redakcji, o tyle już felietonistykę i publicystyki piszą w większości autorzy zewnętrzni.

W publicystyce kwestia sprawdzenia newsa raczej nie istnieje. Dlaczego? Bo publicystyka korzysta z newsa, z selektywnie dobranego newsa, po to, żeby dowodzić określonych tez publicystycznych. Tak się składa, że mamy raczej zamknięty krąg, choć bardzo szeroki, najszerszy w Polsce zdecydowanie, ale zamknięty krąg publicystów. Powiedzmy, że jest tych ludzi około 350 i są to osoby, których doświadczenie życiowe, tytuły naukowe, jakość, doświadczenie publicystyczne wyklucza ryzyko posłużenia się fake newsem. Oczywiście redakcyjnie opracowujemy każdy tekst. Robią to doświadczeni redaktorzy. Gdyby więc pojawiły się jakieś wątpliwości związane z newsem, to z pewnością zostałyby wyłapane. Nasi publicyści, prof. Kołodko, czy prof. Kuźniar, to nie są ludzie, którzy zwykli manipulować faktami, żeby dowodzić prawd. Nawet Janusz Korwin-Mikke, który od czasu do czasu pisuje w Rzeczpospolitej. Sprawdzamy go dość dokładnie, jeżeli chodzi o faktografię, ale raczej mamy do niego zaufanie.

Liczy się pewien prestiż gazety. To mobilizuje naszych autorów do trzymania poziomu. Byłem ostatnio na konferencji think tanków w firmie CASE, gdzie omawiano kwestię zagrożenia fake newsem. Też pytano mnie o procedury wewnętrzne. Zapytałem: ile razy w ciągu ostatnich lat słyszeli o tym, że, Rzeczpospolita generuje fake newsa? Nie było takiej historii. Raz zdarzyło się przed dwoma laty, że nasz dziennikarz podał jako cytat z Marine Le Pen, coś, co było wynikało z jej słów. Nie był to cytat, ale wniosek dziennikarza. To była kwestia błędu technicznego przy tłumaczeniu.

W obszarze newsa, zarówno w części prawniczej, ekonomicznej, jak i publicystycznej, generalnie posługujemy się materiałami własnymi, dziennikarskimi. Tutaj wewnętrzne procedury są bardzo jasne, weryfikacja w oparciu o dwa źródła. W sytuacji, kiedy mamy przeciek, staramy się go sprawdzić, a jeżeli się nie da, to bardzo ostrożnie podajemy tę informację. Musimy mieć pewność, że jednak za tym jednym źródłem jest prawda. Jak to ustalamy? To w dużej części kwestia doświadczenia. Jeżeli jest się przez 20, 30, 40 lat w branży i obcuje z materią informacyjną na co dzień, to mniej więcej wiadomo, kiedy informacja jednoźródłowa jest prawdziwa, a kiedy nie. Może to tzw. „dziennikarski nos”? Na dłuższą metę zjawisko niedefiniowalne. Nie ma go w słownikach, regulaminach, ani w kodeksach etycznych.

Większość przytaczanych przez nas informacji ma rodowód agencyjny, albo własny, ale przy weryfikacji przy co najmniej z dwóch źródeł. Unikamy po prostu pisania nieprawdy, bo tak nazywam fake newsa.
Procedurami możemy nazwać wielokrotne czytanie tekstu. Bo przecież weryfikacja pierwotnego tekstu w oparciu o dwa źródła to jest jedno, ale potem taki tekst przechodzi przez całe sito redakcyjne. Polega to na sprawdzeniu tekstu przez redaktora działu, redaktora wydania i na końcu przeze mnie, jako redaktora naczelnego. Mam określoną liczbę kolumn, które idą do drukarni po moim akcepcie.

Po pierwsze, warsztat dziennikarza, po wtóre wydawca działu, po trzecie wydawca całości gazety i na końcu redaktor naczelny. To jest bardzo szczegółowe zapoznanie się z tekstem. Jeżeli ktokolwiek z nas ma jakieś wątpliwości, to dokonujemy dodatkowych sprawdzeń. Bardzo często wysyłam teksty do ponownego sprawdzenia. Czy aby ktoś się nie pomylił, nie podał fałszywej cyfry, liczby, bądź cytatu.

Jakiś czas temu mój wykładowca, pan Marcin Antosiewicz, opowiadał na zajęciach o sposobie weryfikacji tekstów w gazecie niemieckiej „Der Spiegel”. Po tym, co usłyszałem od pana, widać bardzo dużą różnicę w podejściu do tematu.

My nie mamy aż tak rozbudowanej struktury. Jesteśmy w uboższym kraju i z mniejszymi nakładami gazet. Nie mamy aż tak rozbudowanej maszynerii, jak Amerykanie, Niemcy czy Francuzi. Nie mamy na przykład rutynowych redakcji researchowych. Nasz reaserch odbywa się w obrębie działu redakcji. W związku z tym dziennikarz jest swoim własnych reasercherem. Czasami jest wspierany przez praktykantów i zespół onlinowy. Osobnego działu researchowego nie mamy.

Jaki nakład ma obecnie pańska gazeta?

Sumarycznie nakład papierowy i cyfrowy to w okolicach 60 tysięcy sprzedaży miesięcznej. Nakłady w Polsce prasy fatalnie spadają i jeżeli mielibyśmy żyć ze sprzedaży egzemplarzowej czy reklamy, to właściwie dawno by nas nie było. Zupełnie inaczej rozwijamy biznes.

Jestem bardzo ciekaw, w jaki sposób wygląda pana praca. Raczej nie przychodzi pan do pracy o godzinie 8, a wychodzi o 16. Tutaj jest o wiele więcej do roboty. Jak wygląda wasz przeciętny dzień w redakcji?

Ja właściwie cały czas jestem w pracy. Po pierwsze redakcja gazety papierowej dawno przeszła w redakcje onlinową. Wychodzimy z onlinu i kończymy onlinem. Praca jest dwudziestoczterogodzinna. W związku z tym nie ma tego zamkniętego cyklu jak niegdyś, że rozpoczynaliśmy o 10.00, wysyłaliśmy gazetę do druku i tak się dzień kończył. Wynika to z konwergentnego modelu mediów. Ja muszę być poinformowany na bieżąco, od samego rana do późnej nocy. Dzisiaj zacząłem dzień o 6:15, czytając dokładnie portale, czytając wydanie poranne Gazety Wyborczej, bo szedłem na godzinę 8:00 do radia TOK FM, by uczestniczyć w programie komentatorskim. Muszę być przygotowany perfekcyjnie. Nie mogą mi umknąć żadne fakty związane z tym, co się działo w nocy. Na przykład, dzisiaj w nocy było Exposé Trumpa w Kongresie Amerykańskim. Musiałem go wysłuchać, poczytać analizy, być na bieżąco.

Praca redaktora jest pracą permanentną z krótkim czasem na sen. To też wynika z aktywności multimedialnej. Niegdyś redaktorzy prasowi po prostu zamykali się w gazetach. Dzisiaj są multimedia. Ja równie często prowadzę, uczestniczę w programach telewizyjnych, radiowych, jak i redaguję gazetę. Tak się składa, że przez lata pracowałem w Polsacie i do dzisiaj prowadzę tam programy. Jeżeli chodzi o radiofonię, to współpracuję z kilkoma radiostacjami. Zazwyczaj dwa, trzy razy w tygodniu uczestniczę w jakichś programach komentatorskich.

Nie ma więc takiego momentu, w którym można się wyłączyć z tego krwiobiegu newsowego. To jest rzecz pierwsza. Jeśli zaś idzie o moją obecność w redakcji, to tutaj mamy dość uporządkowany schemat dnia. Online pracuje cały czas. Niektóre materiały powstają rano, między 6,7 a 9 godziną rano. Rutynowo o 9:30 mamy kolegium, projektujemy dzień pod kątem operacji zarówno online, jak i w gazecie papierowej. To trwa godzinę. Potem najczęściej piszemy jakieś komentarze bieżące. O 13:30 jest kolejne kolegium, tzw. planowanie kolumn wydania. Wywieszamy makiety gazety i analizujemy co, gdzie, kiedy i tak dalej. Moja pozycja to nie tylko motywowanie i budowanie zespołu, to również finalna decyzja w sprawie, czy dany temat idzie, jak jest prezentowany, gdzie. Mam taką możliwość, więc z tego korzystam.

Od 13:30 do 14:00 planujemy kolumny. Potem jest praca nad ich składaniem. To się zamyka do godziny 19:00, kiedy wysyłamy ostatnie kolumny papierowe do drukarni. Jak powiedziałem, online żyje cały czas, równolegle. Oczywiście, człowiek nie jest na tyle efektywny, że jest w stanie napisać autorsko zbyt wiele tekstów dziennie. Dzisiaj mam taką sytuację, że muszę napisać dwa. Komentarz do wczorajszego sondażu Kantara, a potem będę pisał felieton do Plusa Minusa. Tak naprawdę dziennikarz efektywny, który nie gubi jakości, pisze jeden tekst dziennie, niekiedy publikując go we fragmentach. W online często idą krótsze fragmenty, czy zwiastuny dłuższego tekstu. Jest to praca permanentna. Tutaj bardzo mało jest przestrzeni, żeby zajmować się czymkolwiek innym, a jako że taka gazeta jak nasza, żyje z cytatów i to opiniotwórczość buduje wagę brandu, to musimy bywać jeszcze w innych miejscach. Ja bardzo często udzielam się w innych mediach. Poza TVP, której nie odwiedzam, czasami bywam w Polsacie, czasami w TVN-ie, w TOK FM, w radiofonii publicznej, komercyjnej. Trzeba bywać, by budować znaczenie brandu.

Niedawno zacząłem studiować dziennikarstwo. Prywatnie prowadzę bloga, piszę krótkie teksty, niedługo mam nadzieję, że zacznę publikować swoje pierwsze reportaże, wywiady. Mówi się, że tematy do pisania leżą na ulicy, wystarczy się tylko po nie schylić. Jakich tematów dziennikarz nie może dotykać?

Nie ma takich tematów. My jako gazeta pokrywamy całą sferę rzeczywistości. Od polityki po architekturę. Mamy dział nieruchomości. Oczywiście, są tematy tabu, jednak to nie są tematy, raczej to forma ujęcia. Ja absolutnie nie akceptuję np. tekstów antysemickich. To nie oznacza, że nie piszemy o problemach państwa Izrael, czy o relacjach polsko-żydowskich. Po prostu nie akceptuję antysemityzmu. Podobnie jak nie akceptuję żadnej formy ksenofobii. To moja decyzja. Jeżeli w redakcji byliby tacy ludzie, którzy chcieliby swoją pracę wykorzystywać do propagowania podobnych poglądów, to nie ma tu miejsca dla nich.

Poza tym wie pan, każda gazeta, każde pismo ma swój profil, jakiś rodzaj róży wiatrów. My jesteśmy gazetą konserwatywno-liberalną, więc popieramy wolny rynek i przedsiębiorców przeciw państwu, nie popieramy przemysłu państwowego, raczej kapitalizm organizowany przez biznes prywatny. Dlatego jako redakcja nie propagujemy idei, które pachną agresywnym socjalizmem. Nigdy nie będziemy zwolennikami nacjonalizacji czy upubliczniania firm prywatnych. Staramy się chronić biznes. Ale na przykład na opiniach dopuszczamy debaty na ten temat. Może być debata zwolenników kapitalizmu z przeciwnikami. Czym innym jest linia redakcyjna, a czym innym sfera komentatorsko-opiniotwórcza, gdzie dopuszczamy do konfrontacji poglądów.

Czy kiedykolwiek zdarzyła się taka sytuacja, gdzie pan nie dopuścił jakiegoś tekstu do wydania?

Wie pan, to nie jest tak. Ja nie pracuję tutaj pierwszy rok. Pracuję już siedem lat, więc wszyscy doskonale się znamy. Redakcja i dziennikarze doskonale wiedzą, w którym miejscu powiedziałbym: nie. Cała praca polega nie na tym, żeby redakcja szła w parze ze sposobem myślenia naczelnego, który nakreśla linię tytułu. Dlatego nie przypominam sobie zdarzenia z ostatnich lat, żebym zdejmował redakcyjny tekst. Zdarza się natomiast czasami, że – jeśli mam wątpliwości co do faktografii, przytrzymuję tekst, by go dopracować. Tu jest już jak w dobrym małżeństwie. To jest wspólna praca i wzajemne zrozumienie. Na co dzień natomiast podejmuję decyzje gdzie, na jakich kolumnach idą teksty, jak je przestawiamy. Czy coś idzie na prawie, na ekonomii, czy stronach ogólnych, czy bardziej na pierwszej kolumnie, czy to chowamy i tak dalej. Czyli to jest taka architektura przekazu. To jest moja zasadnicza praca jako redaktora. I na niej się skupiam. Równie ważne jest budowanie wizji przyszłości, generowanie projektów merytorycznych, decyzje o technologiach. Udział w planowaniu. To też moja praca, ale o tym już przy okazji następnej rozmowy.

Ciao,

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Książki - porównaj na Ceneo.pl

Nowe historie

DLACZEGO LUDZIE KOCHAJĄ SOCIAL MEDIA?
BYŁEM ZASTRASZANY (I WAS BULLIED)
PO BEZDROŻACH KUBY | #2 KUBA Z PERSPEKTYWY ROWERU
O ŁAPACZU SNÓW – HISTORIA PRAWDZIWA
PATRONITE I MOJA PRZYSZŁOŚĆ W AUDIO
PO BEZDROŻACH KUBY | #1
DLACZEGO ODSZEDŁEŚ OD KOŚCIOŁA?
NAPISAŁEM MATURĘ, JESTEM NAJLEPSZY
MĘŻCZYZNA W CIĄŻY