Ludzie widzą tylko szczyt

Szczyt

Widzimy szczyt, nic innego. Każdy mówi, że talent zaprowadził go na szczyt, ale nikt nie widzi ciężkiej pracy, którą włożył, zanim tam się znalazł. Ktoś mądry kiedyś powiedział: Jeżeli chcesz coś osiągnąć, góra, na którą się wspinasz, nie będzie widoczna dla tłumu, nikt nie doceni twoich wysiłków, jedynie efekty. 

Wiecie, że to można przypisać praktycznie do każdej dziedziny naszego życia? Większość blogerów odchodzi po paru tygodniach, miesiącach – po założeniu strony. Przez całe życie wpajano im, że wszystko osiąga się talentem, a nie ciężką pracą. Co z tego, że za trzy, cztery lata bloger mógłby być kimś? Nie doczeka tego, bo odpadnie wcześniej. Wchodząc na górę, trzeba się mocno trzymać poręczy. Najsłabsi spadają. Szczyt, na który się wspinamy, bardzo często przysłaniają chmury, które uniemożliwiają nam spoglądanie na nasze marzenia. To jest lenistwo, brak motywacji i pracy nad sobą. Dlatego odpadamy i odpuszczamy. Spróbujcie przeżyć upadek z dwustu metrów. Przeżyć ciężko, wstać jeszcze ciężej, nie do zrobiena.

Powiedzmy, że jednak nam się udaje. Mimo bólu, odcisków na palcach, wchodzimy na upragniony szczyt. Małymi kroczkami, ale dążymy do naszych marzeń i wcześniej postawionych celów. Jest jednak coś jeszcze, co może nam popsuć plany. Jest to: pogoda. Ważę zaledwie 65 kg. Na swoim ciele czuje mocne powiewy wiatru, czasami mam wrażenie, że zaraz mnie porwie i przeniesie gdzieś indziej. Kolejno: burze, opady deszczu, gdzie nie pomoże nawet parasolka. Mówimy o wszystkim. Teraz wyobraźcie sobie, co dzieje się na szczycie. Każdy taternik o tym wie. Tam wiatr jest silniejszy. Tam opady deszczu są gwałtowniejsze. Burze głośniejsze. Jednak w tym przypadku, pogodą są ludzie. Ludzie, którzy uniemożliwiają wam wejścia zaplanowaną ścieżką.

Wszyscy ci, którzy dotarli do swoich celów, mają świadomość, o kim mówię. O tych, którzy na każdym kroku podcinają skrzydła. O tych, którzy krzyczą prosto w twarz, że się nie uda. O tych, którym te cele się po prostu nie podobają lub są przeciwne ich myśleniu.

JAK WEJŚĆ NA SZCZYT?

1. Ubierz się ciepło – pamiętam, że za każdym razem, kiedy byłem w górach, na pierwszym miejscu było ubranie. Na Rysy nie wchodziło się w sportowych butach ani w hawajkach. Ważne było odpowiednie obuwie, ciepłe rzeczy (jeżeli temperatura nie dopisywała) i okrycie głowy (jeżeli słońce waliło po oczach). Odzież musiała być wygodna.

Ubraniem może być motywacja i siła, którą posiadamy. Bez nich nigdzie nie dojdziemy. Zawsze będziemy odpadać na samym początku. Jak już wiecie, upadek boli. Powstawanie jest ciężkie. Ponowne dążenie do tych samych celów po porażce  – jeszcze cięższe.

2. Weź ze sobą mapę – chodząc w górach, zawsze szukamy drzew, na których są narysowane kolory szlaków. Staramy się ich trzymać. Kiedy zboczymy z trasy, łatwo możemy się zgubić w gęstym lesie, spaść w przepaść. Przed wyprawą zaopatrzmy się więc w mapkę turystyczną. Dzięki niej będzie nam łatwiej.

Gdybyśmy posiadali „życiową mapę”, byłoby nam o wiele łatwiej dochodzić do swoich celów. Niestety, każdy z nas nakreśla taką drogę sam. Tutaj nie mamy szlaków, wydeptanych ścieżek. Wszystko musimy robić sami. Jedyne, co może nam pomóc to latarka*.

3. Weź ze sobą latarkę, jedzenie i picie – wyobraźcie sobie sytuację, w której zdobywacie jakiś szczyt nocą. Góry są nieoświetlone, a my nie mamy w oczach noktowizora. Z pomocą przychodzą nam dwie baterie AA i żarówka. Dzięki niej oświetlimy drogę przed nami. Do punktu dopisałem także prowiant i wodę. Dlaczego? Latarka rozświetla, jedzenie podtrzymuje przy życiu.

Jeżeli mapa nie jest nam przydatna w życiu, to powinniśmy ze sobą wziąć latarkę*. Oświetleniem może być wszystko: ludzie, którzy pomagają nam w osiągnąć sukces, pieniądze (które teoretycznie szczęścia nie dają), ale jednak są ważnym elementem naszego życia. Wszystko, co pomoże i da siłę do pójścia dalej, w nieznane.

4. Apteczka pierwszej pomocy – pamiętam, że zawsze, kiedy upadałem, podbiegał do mnie tata lub dziadek. Podnosili mnie, wycierali łzy, które spływały po policzkach, po czym wyjmowali z plecaka plaster i opatrywali obolałe miejsce. Krew przestawała lecieć, ból malał.

W życiu apteczką pierwszej pomocy może być najbliższa rodzina, przyjaciele. To oni pomagają nam w każdym momencie, każdej chwili. Jeżeli coś nam nie wychodzi, idziemy właśnie do nich. Opatrzą obolałe rany, zakleją plastrem, dadzą wielkiego kopa i każą iść dalej.

ZOSTAĆ CZY JEDNAK PÓJŚĆ?

Droga na szczyt usiana jest krzakami, kamieniami. Możemy spotkać się ze złą pogodą, deszczem, burzami. Czasami możemy zbaczać z trasy, ale warto jednak na nią wracać. Droga na szczyt jest twardym orzechem do zgryzienia. Wielu straciło na niej wszystkie zęby. Warto się zastanowić czy w ogóle to się opłaca?

Jeżeli wasze marzenia nie są tylko marzeniami, ale również celami i destynacją – idźcie dalej.

Moim mottem życiowym od niedawna stały się cztery słowa: Dream. Believe. Do. Repeat. Do tego stopnia owładnęły moim życiem, że zapisałem je wielkimi literami na futerale gitarowym.

Marzyć. Wierzyć. Zrobić. Powtórzyć. Nieważne, że boli, nieważne, że niewygodnie. Idźmy do przodu. Tylko wtedy poczujemy, że żyjemy.

Ciao,