Jak nie zostać pantoflarzem?

Pantoflarz

Parę miesięcy temu miałem urodziny. Na szczęście niewiele osób złożyło mi życzenia. Od najbliższych przyjaciół dostałem małe prezenty, a od mojej narzeczonej (wtedy jeszcze dziewczyny), dostałem coś, co do dzisiaj chodzi mi po głowie, i po szafie… FARTUCH!

Wiecie co? Cholera, ucieszyłem się. Nawet go przymierzałem. Oooo, kochanie, jest idealny, będę ci gotował w przyszłości. Byłoby za dobrze, zmieniam zdanie Agata, fartuch będę zakładał tylko wtedy, kiedy razem będziemy siedzieć w kuchni. Nie chcę zostać pantoflarzem.

KIM JEST PANTOFLARZ?

Kto nie słyszał tego określenia? Wydaje mi się, że wszyscy kiedyś mieli z nim do czynienia. Oczywiście mówimy tutaj o naszej pięknej płci męskiej.

Pantoflarzem możemy nazwać męża, chłopaka, narzeczonego, który jest na każde skinienie swojej wybranki. Nieważne czy w telewizji leci bardzo ważny mecz piłki nożnej, nieważne czy dzisiaj masz męskie spotkanie ze znajomymi przy paru butelkach piwa, nieważne czy umówiłeś się na ryby. W tym momencie musisz zmienić swoje zdanie i:

  • wyrzucić śmieci,
  • odkurzyć cały dom,
  • ugotować obiad,
  • skosić trawę,
  • zawieźć swoją wybrankę na paznokcie,
  • odebrać swoją wybrankę z paznokci.

Szczerze? Można tak w nieskończoność. Najważniejsze jest to, że wreszcie zmieniłeś swoje plany i robisz coś, co podoba się tylko i wyłącznie jej wysokości.

JAK NIE ZOSTAĆ PANTOFLARZEM?

Po pierwsze, najważniejszą sprawą jest research. Jesteś w szczęśliwym związku, wszystko się bardzo dobrze układa, dogadujecie się praktycznie na każdym poziomie, więc… to czas, żebyś zaczął badać teren. Pewnie stwierdzicie, że to głupie zagranie, ale niestety, jest potrzebne. Oczywiście, nie mówię o każdym związku, o każdej sytuacji. Niektórzy mężczyźni potrafią się ogarnąć i nie będą zamieniać się w pantoflarza. Jednak ci, którzy czują się wykorzystywani, powinni zacząć działać.

Zastanówcie się, na co pozwoli wam druga połówka. Tutaj nie ma złotego środka, idealnego rozwiązania, sami powinniście zauważyć różnicę, czy to w zachowaniu swojej wybranki, w wypowiadanych słowach itd.

Po drugie, nie przejmujcie się niczym. To jest chyba najtrudniejszy punkt. Mam wrażenie, że prawie każdy facet ma jakieś dziwne przekonanie, że jeżeli czegoś nie zrobi dla swojej kobiety, to ona przestanie go kochać. Tak nie jest. Nie bez powodu zgodziła się na związek, prawda? Jeżeli jest normalną przedstawicielką płci pięknej, to nie powinna cię sprawdzać. Jeżeli zaś będzie zmieniała twoje plany, zacznie tobą manipulować, zacznij działać. Nie puszczaj fochów, ale… spróbuj stawiać warunki. Musisz twardo stąpać po ziemi.

– Kochanie, podwieziesz mnie do galerii? Umówiłam się ze znajomą na zakupy!

Misiek, właśnie się przebieram i za 10 minut wychodzę z domu. Umówiłem się z Mariuszem na rowerek, nie możesz pojechać tramwajem? Korona ci z głowy przecież nie spadnie.

– (cisza).

Stało się coś strasznego? Kobieta się obrazi? Wyprowadzi? Uderzy? Nie. Najwyżej mocniej tupnie, zarzuci włosami i wyjdzie z mieszkania (w takich sytuacjach radzę trzymać portfel przy sobie).

To jest oczywiście jedna z tych prostszych sytuacji do rozwiązania, ale… na pewno nie możecie wchodzić w żadne kłótnie, zagrywki słowne, a o rękoczynach zapomnijcie. Jesteście przecież asertywnymi gentelmenami z własnym zdaniem, swoimi pasjami, hobby i swoimi planami, prawda? Nie pozwalajcie na to, żeby żadna dziewczyna wciskała się wam we wcześniej ułożony harmonogram. Nie dość, że będziecie musieli wszystko przenosić, nawet na następny dzień, to wasi znajomi zauważą, że dzieje się coś złego.