Alfabet szczęśliwego życia – D jak do celu

Plan

Pierwsze zdanie każdego tekstu powinno działać jak kocimiętka. Moje nie działa. W trzecim napiszę wam, że tekst będzie krótki. Zachęciłem?

Wspominałem już parę razy o planowaniu, celowaniu. Ostatnio zaś mówiłem, że przedstawię wam swój rozkład jazdy na najbliższe miesiące. Wsiadajcie, póki drzwi są otwarte i jedziemy dalej.

PLAN NA BLOGA

Wydawało mi się to cholernie trudne. Dlatego nie brałem się za pisanie. Cały czas praca, narzeczona, samochód i podróże małe, i duże. Wracając do domu, nie miałem siły na nic. Siadałem przed komputerem, często z piwem w ręku. Marnowałem swoje życie i czas, który dostałem. Straciłem tyle sekund, tyle dni, że głowa mała. Dlaczego wróciłem?

Bo jak nie ja, to kto?

Nie jestem stary. A przynajmniej tak się nie czuję. Wydawało mi się, że mogę niewiele. Okazało się, że mogę o wiele więcej. Brakowało mi jedynie – organizacji.

Wziąłem kartkę, pierwszy lepszy długopis (żart, akurat kupiłem go w empiku za ostatnie pieniądze z wypłaty, jest zajebisty) i zacząłem pisać. Pierwszy punkt, drugi, dziesiąty.

Następnego dnia pobudka godzinę wcześniej. Pościeliłem łóżko. Zrobiłem śniadanie i wyszedłem do pracy. Po powrocie pierwsze co to usiadłem przy laptopie i… po prostu zacząłem pisać.

Wydawało mi się, że to jest cholernie trudne, a okazało się proste jak drut. Okazało się, że pisanie idzie mi lepiej niż ostatnio. Nie wiem, może w nocy nawiedził mnie jakiś duch sukcesu, który skropił mnie swoim potem i powiedział: od dzisiaj będzie zajebiście. No i jest!

Jak wyglądała moja lista? Była mdła jak tofu. Cytując:

Punkt pierwszy, zacznij pisać tekst.

Punkt drugi, skończ pisać tekst, zostaw go na parę godzin, niech odpocznie.

Punkt trzeci, popraw napisany tekst, opublikuj go, zacznij pisać kolejny (ewentualnie odpocznij, napij się piwa – konieczność).

Punkt czwarty, dokończ pisanie tekstu, zostaw go na parę godzin, niech odpocznie.

I tak w kółko! Każdy punkt to kolejny dzień. Stwierdziłem, że jeżeli nie przyzwyczaję się do jakiegoś działania, to nigdy nie osiągnę sukcesu. Ze względu na to, że kocham pisać, po prostu zacząłem to robić, jak najczęściej mogę (w międzyczasie czytam i piję piwo).

Wracając do ducha sukcesu… Stephen King powiedział kiedyś, że (powinienem):

Dużo czytać. Jeszcze więcej pisać. Nie poddawać się. Wyłączyć telewizor. Być uczciwym wobec siebie i swoich bohaterów. Nie bać się krytyków.

Może ten duch po prostu przeszedł z jednej osoby na drugą? Przekonamy się w niedalekiej przyszłości. Nie zamierzam się poddawać. Idę dalej. Tfu! Jadę dalej. Mogę zatrzymać się na kolejnym przystanku i was zabrać ze sobą. Oczywiście, jeżeli chcecie.

Bierzcie kartkę, długopis (niekoniecznie z empiku) i jedziecie z tematem. W punktach zapiszcie sobie plan na następny dzień. Jest? Na następny tydzień. Jest? Powtarzajcie w kółko. W końcu dojdziecie do perfekcji i nie przyda wam się już żaden plan, bo wdrożycie go w życie, na dobre. Powiem więcej. W końcu dojdziecie do celu, który obraliście sobie wcześniej. Uwierzcie, warto.