Alfabet szczęśliwego życia – A jak akceptacja

Akceptacja

Podobno bloger ma mieć pomysły na kilka wpisów do przodu. Karteczka, długopis czy Evernote w telefonie i problem znika. Wszystko zapisane. Szczerze mówiąc, może nawet jeśli nie do końca czuję się częścią blogosfery, to zapisuję wszystko, wszędzie, gdzie tylko mogę. Zdarzyło się parę razy, że nagrywałem pliki audio ze swoim głosem. Sam Jerzy Stuhr opowiadał ostatnio w radio, że kilkanaście lat temu obok jego łóżka leżał notes i pióro. Tak, na wszelki wypadek, gdyby jakiś pomysł wpadł mu do głowy podczas pobudek w nocy.

Nie chciałbym być jednak gorszy od pana Stuhra, dlatego nie przestałem spisywać wszystkich myśli. Urodziło się z tego coś efektownego! W związku z tym chciałbym poprowadzić lekcje, dla was i dla siebie samego. Razem nauczymy się, jak spoglądać na otaczający nas świat przez okulary dystansu, szczęścia, radości i spełnienia. To wszystko zawarte w serii wpisów: Alfabet szczęśliwego życia. Będzie zabawnie, będzie ciekawie i inspirująco.

A JAK AKCEPTACJA

Kiedyś usłyszałem piękne zdanie, że: Życie to nie wojowanie z osobą i innymi a totalna akceptacja wszystkiego i wszystkich, dopiero wtedy można coś zmienić wokół siebie.

Jakiś czas temu wspominałem o drodze na szczyt. Wiecie, trudna trasa, niesprzyjające warunki pogodowe, trzeba się przedzierać przez busz, niełatwa sprawa. Wyobraźmy sobie teraz sytuację, w której to wszystko akceptujemy (czyli godzimy się z czymś, na co nie mamy wpływu). Jasne, ktoś na nas krzyczy, ale niech robi to dalej. Ktoś nas obraża, ale, czy powinniśmy się tym przejmować? Ktoś nam przeszkadza, podkłada nogi, no ale… możemy przecież przez nie przeskakiwać lub omijać je szerokim łukiem.

Wielu ludzi ma świadomość, że akceptacja jest receptą na szczęśliwe życie. Co śmieszniejsze, zostało to potwierdzone naukowo! Jest to jeden z najistotniejszych czynników na drodze do osiągnięcia osobistego szczęścia.

Jednak grupa tych świadomych ludzi często o tym zapomina. Nie są w stanie zaakceptować siebie. Nie odpowiada im własna uroda, sytuacja materialna, czy miejsce, w którym znajdują się obecnie, charaktery. Zjadają ich kompleksy, nie mają siły pozbyć się ciężaru własnych niepowodzeń. Marne życie. Jednak w tym miejscu jest cień nadziei: Wszystko siedzi w naszych głowach. Małymi kroczkami, systematycznością, można zaakceptować siebie i odkryć, że można się czuć ze sobą naprawdę dobrze.

Jeżeli nie kochamy siebie, to, co wydaje nam się miłością, bardzo często może być zawieszeniem się na kimś. Być może damy radę, ale może ten ktoś nie da rady. Może my też w pewnym momencie sami wybuchniemy, pękniemy. Dlatego najpierw trzeba pokochać siebie, najpierw trzeba zaakceptować siebie, bo nie jesteśmy w stanie kochać, jeżeli nie kochamy siebie. Tak samo, jak nie jesteśmy w stanie dać komuś szczęścia, jeżeli sami nie jesteśmy szczęśliwi.

JAK POKOCHAĆ?

Dzisiejsze słowo klucz: Akceptacja.

  1. Akceptacja swoich niedoskonałości – Kochanie? Czy ja nie jestem zbyt gruba? Chyba powinnam iść na siłownię, popatrz na te boczki. To jest standard w związkach, a przynajmniej w ich większości. To samo dotyczy mężczyzn, którzy nieszczęśliwym trafem już rodzą się z piwnym brzuszkiem, krzywym uchem czy wielkim nosem. O ile wagę można jeszcze zmienić, dodać trochę mięśni i wstrzyknąć co nieco pod skórę, to krzywego nosa, czy kwaśnego wyrazu twarzy nie zmienimy. Wyobraźcie sobie to, że na świecie żyje ponad 7 miliardów ludzi! Każdy z nas jest jedyny w swoim rodzaju. Lepiej skoncentrować się na tym, w czym jesteśmy dobrzy niż wchodzić w konflikty z własnymi ograniczeniami.
  2. Szanuj innych ludzi – Już wiemy, że kochanie siebie jest najważniejsze. Jest to także pierwszy krok do prawdziwej miłości w stosunku do innych. Jeżeli będziemy w stanie stanąć kiedyś przed lustrem i powiedzieć: Kocham cię, to będzie oznaczało, że jesteśmy bardzo blisko celu. Wtedy niewielka odległość dzieli nas od umiejętności przekazywania tego pięknego uczucia innym osobom. Jeżeli zaczniemy szanować siebie, będzie nam łatwiej szanować innych.
  3. Wyślij małego gnoma na wakacje – Nie chodzi tutaj o potomstwo, o nie. Chodzi o takiego małego krytyka, który zasiedział się w naszych głowach. Jeżeli kiedykolwiek mówiliście sobie: Jestem do niczego! Na pewno mi się nie uda! To jest moja wina!, to musicie mieć świadomość, że podcinacie sobie skrzydła. Takie działanie obniża tylko poczucie wartości. Postrzegajmy się jako osoby unikalne, ciekawe i oryginalne.

Pamiętajcie, że to, co dajemy innym i dajemy sobie, zawsze do nas wraca. Może nawet pojawić się w najbardziej nieoczekiwanym momencie życia.

LEKCJA DRUGA I KOLEJNA

Jestem przekonany, że jeżeli będziemy odbywać jedną lekcję w ciągu dwóch tygodni, uda nam się dojść do czegoś ciekawego. Spotkań będzie około 25. Nie mam pojęcia czy użyję wszystkich liter alfabetu, jednak… postaram się to zrobić. Oczywiście w międzyczasie będę publikował inne teksty, możecie się tym nie martwić. Nie znikam, już nie zniknę, nigdy.

Ciao,