Uśmiechnij się, wszystko jest w porządku Moment, w którym dziadek sprawił, że przestałem płakać

19 września 2017

Zawsze mi się wydawało, że pogrzeb jest naprawdę przygnębiającą uroczystością. W jednym miejscu zbierają się najbliżsi, znajomi, rodzina osoby, która niedawno odeszła. Wszyscy ubrani na czarno, łzy, chusteczki i złe nastroje. Tak samo było parę lat temu, kiedy odszedł mój dziadek.

Osoba, którą kochałem ponad życie. Do dzisiaj jeżdżę jego samochodem – bo tak sobie zażyczył jeszcze za życia: Samochód oddajcie Piotrkowi, przyda mu się. No i się przydał, w ciągu 5 lat zrobiłem nim prawie 70 tysięcy kilometrów. Osoba, która zawsze była uśmiechnięta, mimo złej pogody, bólu pleców czy czegokolwiek, co mu dokuczało. Osoba, która zawsze była skłonna do pomocy i niczego za nią nie oczekiwała. Był super.

Moment, w którym odszedł, zapamiętam na całe życie. Dlaczego? Bo do dzisiaj nikt nie wie, co tak naprawdę dziadkowi dolegało. No ale to nie jest aż tak do końca ważne. Kiedy przyszedł dzień pogrzebu, byłem w takim samym nastroju, jak w dniu, w którym dowiedziałem się, że odszedł. Powiem więcej, było nawet gorzej. Kiedy wszedłem do kaplicy i popatrzyłem na urnę, w której znajdowały się jego prochy, coś we mnie pękło i musiałem opuścić to miejsce. Zamknąłem za sobą drzwi i zacząłem płakać. Nie! Ja zacząłem się drzeć. Łzy leciały mi ciurkiem. Nigdy w życiu nie czułem się tak źle, tak do dupy. Ten dzień był tragiczny.

Kiedy msza dobiegła końcowi, czterech mężczyzn podeszło do urny z takim à la podestem. Podnieśli go razem z prochami i udali się ku drzwiom wyjściowym. Wszystko wyglądało normalnie do czasu, kiedy urna nagle się przewróciła i spadła na ziemię. Ja wpadłem w panikę. Pękła? Rozbiła się? Czy z dziadkiem wszystko w porządku? Tak, wszystko było dobrze. Po paru sekundach znowu znalazła się na podeście i panowie powędrowali dalej. Wychodząc, zaczepił mnie tata – dziadek był jego ojcem. I powiedział krótko: Widzisz? Dziadek nie chce, żebyśmy byli smutni, dlatego zrobił nam taki żarcik. I odszedł. Uśmiechnąłem się i powędrowałem do samochodu, a później na cmentarz.

Jeden upadek wystarczył

Dziadek przez całe dorosłe życie nie upadał. Zawsze bronił swego, parł do przodu, jak czołg. Zmarł, także leżąc już na łóżku. Wykorzystał najlepszy moment na pierwszy i swój ostatni upadek.

Kiedy dziecko upada podczas nauki jazdy na rowerze – płacz, bardzo często połamane ręce, nogi, najczęściej strupy, krew, sodoma i gomora. Kiedy nastolatek upada podczas nauki jazdy na rolkach – strupy i reszta ta sama, co w przypadku dziecka. Kiedy dorosła osoba znajduje się na ziemi, szybko się otrzepuje i patrzy, czy nikt tego nie widział. Przecież kto chciałby patrzeć na niezdarnego mężczyznę, który tak mocno pocałował chodnik, że wybił sobie dwa zęby i starł brodę? Dziadek upadł i sprawił wszystkim radość. No może nie wszystkim, ale ja na pewno poczułem się o wiele lżej. Dziękuję ci za to.

Kiedy odchodzą ci, których bardzo potrzebujesz

Ze wszystkich babć i dziadków to właśnie z nim utrzymywałem najlepszy kontakt. Wyjazd w góry, zawsze z nim. Pomoc na działce, a jakże, kto inny. Powiem więcej, kiedy byłem dzieckiem, to on mnie najwięcej smyrał po plecach, a uwierzcie mi, robił to najlepiej na świecie. Był najmłodszy ze wszystkich rodziców moich rodziców, a nagle… już go nie ma.

Tak naprawdę każdy z nas mógłby opowiedzieć taką samą historię. Tutaj nawet nie chodzi o czyjąś śmierć. Możemy powiedzieć o licznych znajomych, których straciliśmy przez naszą głupotę, o przyjaciołach, którzy odeszli z naszego życia. Nie tylko kłótnie wchodzą w grę. Liczę również przeprowadzki, zmiany numerów etc. Mógłbym wymieniać w nieskończoność. Finalnie, chodzi o to, że każdy z nas kogoś stracił. Każdy mógłby napisać taką historię. Koniec.

Ludzie zaczynają sobie uświadamiać, jak ważna była dla nich ta właśnie pojedyncza jednostka, kiedy ją stracimy. Gdy kogoś tracimy, zaczynamy dusić się w sobie, a mimo uśmiechu na twarzy, w środku wszystko jest rozpieprzone na milion malutkich kawałeczków. Krótka rada od jakże nieśmiertelnego księdza Jana Twardowskiego.

Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą 
i ci co nie odchodzą nie zawsze powrócą 
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości 
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza. 

Ciao,

Może masz ochotę na więcej?

  • Marek

    Dziękuję. Tata

    • Nie ma za co dziękować tato :)

  • Diamentowa Róża

    Popłakałam się…
    Sama nigdy nie byłam na pogrzebie, nigdy nie straciłam nikogo w tak ostateczny sposób. Wszystko przede mną, prawda? W końcu mam dopiero 16 lat. Ale ludzie przewijają się w moim życiu byt szybko i dobrze wiem, jak to stracić kogoś, kogo uważało się za przyjaciela. Wystarczyło zmienić szkołę, a już wszyscy, którzy deklarowali się, że będą codziennie dzwonić, nagle zniknęli. Oczywiście aż do momentu, gdy potrzebują pomocy lub opowiedzieć, jak to u nich jest cudownie. Wystarczy powiedzieć jedno słowo za dużo lub za mało i się kontakt się urywa.
    Szkoda, że zazwyczaj tak jest z ludźmi, na których nam zależy, a znajomości pełne bólu i złych wspomnień ciągną się same.
    Przykro mi z powodu dziadka, zwłaszcza po przeczytaniu posta o rodzajach przyjaciół… Trzymaj się!

    • Wiem coś o tym i dlatego cię bardzo dobrze rozumiem. Jak wyprowadzałem się do innego miasta (wyjeżdżałem na studia), została przy mnie garstka ludzi, z którymi utrzymuję kontakt (taki dobry).
      Niepotrzebnie jest ci przykro, serio. Dziadka już nie ma od 6 lat, więc już trochę czasu. Ale bardzo często go wspominam i chyba nadal będę to robił :)

      • Diamentowa Róża

        Przeczytałam ten post wieczorem. Wstałam rano i dowiedziałam się, że mój komentarz już jest nieaktualny. A dokładniej pierwsze zdanie.
        Pozdrawiam

Scroll Up