Towarzystwo malkonentów Narzekanie jest zaraźliwe

16 stycznia 2017

Uwielbiamy narzekać! Robimy to wszyscy. Zapłaciłbym każdemu, kto znalazłby chociaż jedną osobę, która nigdy w życiu nie powiedziała czegoś złego, tylko po to, żeby poczuć się lepiej. Niestety mamy to we krwi. Narzekamy na wszystko, na rząd, na społeczeństwo, na to, że pada, na to, że jest za zimno, na zły nastrój, na wszystko. Warto byłoby się zastanowić, dlaczego tak jest? Dlaczego zawsze jest nam źle i niedobrze?

Ten artykuł został napisany we współpracy z blogiem http://konkretne-porady.pl/ na który serdecznie was zapraszam.

Po co nam narzekanie?

1. Narzekamy, by coś zmienić w naszym życiu. Przykład? Twój partner zostawił znowu skarpetki na podłodze? Może wreszcie przestanie je tam rzucać, może.
2. Narzekamy, by się przysłowiowo wygadać. Tak słyszałem, że jest to najpopularniejszy i zresztą, najczęstszy powód do narzekania. Co lepiej poprawi nam nastrój jak opowiadanie innym o negatywnych czy stresujących przeżyciach. Dzięki temu możemy przepracować niektóre sytuacje. Poza tym, przy takiej rozmowie, dostajemy wsparcie emocjonalne, które również jest nam potrzebne.
3. Narzekamy, by przedstawić się w dobrym świetle. Na przykład narzekając na współpracownika można, na zasadzie pewnego kontrastu, pokazać się jako świetny pracownik. Narzekając na trudne pytania na ostatnim egzaminie, student może w ten sposób usprawiedliwić jego niezaliczenie.
4. Narzekamy, bo wierzymy, że to pomoże. Wrócimy do naszego biednego studenta. Przed ogłoszeniem wyników egzaminu, na wszelki wypadek będzie mówił, że na pewno nie zaliczyłem.
5. Narzekamy, by tworzyć bliskie relacje. Na pierwszy rzut oka może to się wydawać dziwne, ale działa to całkiem dobrze. Narzekająca osoba otrzymuje wsparcie od osoby jej wysłuchującej, tym samym stają się sobie bliższe, jako towarzysze niedoli.

Narzekanie jest zaraźliwe

Ulga, zrozumienie, bliskość drugiego człowieka. To są rzeczy, które między innymi możemy otrzymywać w wyniku ciągłego narzekania. Pamiętajmy jednak, że każdy kij ma dwa końce. Ciągłe narzekanie i narzekanie, i narzekanie na wszystko, przestaje spełniać wyżej wymienione funkcje. Wiecie o co mi chodzi? Na przykład, wygadywanie się, może zamienić się w ciągłe przeżywanie negatywnej emocji, a bliskie relacje z innymi zanikną.

Skąd się to wzięło u nas? Podobno to historia zrobiła z nas takie marudy. Musimy pamiętać o tym, że narzekanie jeszcze nie tak dawno miało dla nas głęboki sens. Nienarzekanie na rzeczywistość peerelowską, a nawet późniejszą, z czasów wczesnej transformacji, wystawiłoby nam bardzo złe świadectwo.

Niewykluczone jednak, że to całe nasze narzekania jest jedynie przyzwyczajeniem, którego trudno się pozbyć. Postarajmy się trochę uspokoić.

Oczywiście, bądźmy dla siebie i innych wyrozumiali. Warto posprawdzać, z czym jest nam najlepiej, z narzekaniem i martwieniem się, czy z odpuszczaniem i pozytywnym podejście do życia. Równowaga jest najważniejsza. Pozytywne myślenie jest wspaniałe, ale nic nie da się zmienić na siłę.

Ciao,

Może masz ochotę na więcej?

  • Nie lubię skupiać się na negatywach i roztrząsać przykrych spraw… Narzekanie natomiast samo w sobie jest dla mnie czynnością całkowicie pozbawioną sensu – po co nakręcać spiralę negatywnych myśli, skoro i tak to nic nie zmieni?

    • Tacy już jesteśmy, niestety większość Polaków to malkontenci. Chociaż! Są dobre strony narzekania ;)
      Podobno narzekanie oznacza, że człowiek posiada punkt odniesienia do czegoś lepszego, co bardziej by mu odpowiadało. Nie jest niestety skłonny podjąć ryzyka urzeczywistnienia tego lepszego stanu rzeczy.

Scroll Up