Tęsknota za przeszłością Dobre i stare czasy

11 stycznia 2017

Ile razy chciałeś cofnąć się w czasie? Do czasów, kiedy jeszcze wszystko mogłeś, kiedy niemalże nic cię nie obchodziło, a jedynymi obowiązkami było zjedzenie dobrego obiadu, który przygotowała mama i nauka do szkoły? Do czasów, kiedy musiałeś wracać do domu o godzinie 20? Do czasów, kiedy wszystko było prostsze?

Jakże często dopadają nas momenty, poczucie, że od teraźniejszości dużo lepszy byłby zupełnie inny moment naszego życia. Wiecie, gdy mamy lat 12 chcemy być dorośli, pragniemy tego, jak nic innego. Gdy zaś uderzymy lub już uderzyliśmy w trzydziestkę, nachodzi nas refleksja: jak cudownie byłoby znowu być dzieckiem, nic nie robić, znowu stać się nastolatkiem. 

Ale… czy rzeczywiście jest za czym tęsknić? Czy to prawda, że po trzydziestce najlepsze momenty mamy już za sobą? Przecież mówi się, że prawdziwe życie zaczyna się dopiero w okolicach trzydziestego roku życia.

Mój brat usilnie stara się mi wmówić, że prawdziwe życie zaczyna się dopiero po czterdziestce. Pewnie tylko dlatego, że ma już 36 lat!

Dobre i stare czasy

Chciałbym was o coś zapytać. Czy miło wspominasz bycie nastolatkiem? Większość osób odruchowo przytaknie. Kto nie tęskni za czasami gimnazjalnymi, licealnymi? Kiedy wszystko było tak łatwe. Pierwszy pocałunek, pierwsza miłość, pierwsze złamane serce, pierwsza prawdziwa randka, pierwsza jedynka w szkole, pierwszy wyjazd na wakacje – bez rodziców.

Szkoła była świetna. Wszyscy znajomi byli na wyciągnięcie ręki. Spędzaliśmy z nimi wiele godzin, ucząc się razem, rozrabiając. Wszyscy prześcigali się w tym, kto więcej osób zna, mimo że znajomości te były dość powierzchowne. Za swoimi przyjaciółmi byliśmy skłonni skoczyć w ogień. Tak się nam przynajmniej wydawało, do czasu, gdy pojawiły się pierwsze problemy, pierwsze wybory życiowe i wyzwania, z którymi musieliśmy się zmierzyć.

Ile przyjaźni z młodości przetrwało próbę czasu?

Już na samym początku dorosłego życia widać, ilu znajomych ostało się przy naszym boku. Utrzymujesz kontakt z kimś z gimnazjum? Reszta ludzi stała się tak obca, że przy kolejnym spotkaniu nie mamy o czym rozmawiać. W tym momencie zastanawiamy się, jak mogliśmy spędzać z takimi osobami całe popołudnia, całe dnie, skoro widać jak na dłoni, że pochodzą oni z innej bajki.

Przy pierwszych trudnościach życiowych okazuje się, że prawdziwych przyjaciół możemy policzyć na palcach jednej ręki.

Możesz wmawiać sobie, że znasz wiele osób. Spoko, przecież twoja liczba znajomości na facebooku przekroczyła dawno 1000 osób. Spróbuj napisać do kogoś, zapytaj się go: jak ci minął dzień? Ciekawe ilu ludzi nie zadziwisz swoją wiadomością.

Teraz się dopiero zacznie

Będąc młodą osobą, wydawało nam się, że jak pójdziemy na swoje, to wszystko nam się uda.

Kiedy udało nam się skończyć liceum, czas na wyjazd. Przecież wybraliśmy studia poza swoim rodzinnym miastem. Wynajęcie mieszkania, nowe towarzystwo, z którym już nie będzie tak miło.

Przez jakiś czas po wyprowadzce z domu zachłystujemy się wolnością. Pierwsza euforia niestety mija bardzo szybko. Jeżeli jesteś w moim wieku, to znaczy, że znajdujesz jeszcze siły na łączenie studiowania, może pracy dorywczej i zabaw do białego rana. Lecz… im starsi będziemy, tym bardziej będziemy doceniać wypoczynek.

Zamiast kolejnej zarwanej nocy w klubie, następnego dnia czeka nas praca, trzeba wcześnie wstać, porządnie się wyspać i nie wyglądać rano jak zombie.

W pewnym momencie zacznie nam brakować czasu na rozrywkę, na czas tylko dla nas.

Wojownik młodości

Jeszcze te kilka-kilkanaście lat temu byliśmy takimi wojownikami. Każdy z nas miał przygotowany plik odpowiedzi na dane pytania. Czuliśmy, że zapytani o cokolwiek, będziemy wiedzieli dokładnie co odpowiedzieć. Wyobraźnia młodego człowieka jest niesamowita. Wszystkie problemy naszych rodziców mogliśmy rozwiązywać samemu w ciągu paru chwil. Nasza przyszłość była jasna i klarowna: nie będę niewolnikiem korporacji, nie zostanę zwykłym trybikiem.

Ile zostało w nas z tego wojowniczego nastroju? Niewiele. Przychodzi taki moment w życiu, kiedy wyjmujemy kolczyk z języka, globalne ocieplenie, którego tak bardzo się baliśmy, zaczyna nas obchodzić jak zeszłoroczny śnieg. Moment, w którym zaczynamy się po prostu bać o to, co nas może spotkać w przyszłości. To dobrze czy źle?

Z jednej strony dobrze. Będąc dorosłym, możemy czytać trudne książki, których jako nastolatkowie nie tknęlibyśmy palcem. Najlepsze jest to, że teraz je rozumiemy. Potrafimy zrozumieć, na czym polega polityka. Wiemy, gdzie raki zimują itp. Staliśmy się mądrzejsi i łatwiej jest nam uniknąć błędów.

Z drugiej strony źle, bo poukładane życie potrafi zirytować. Mało co nas ekscytuje i podnieca, brakuje tego elementu zaskoczenia. Pamiętacie jeszcze jak w wieku 16-17 lat próbowaliście kupić piwo w sklepie spożywczym? To była dopiero jazda ekstremalna.

– Idź ty, bo ty starzej wyglądasz.

– Nie, idź ty, bo ty masz podrobioną legitymacje szkolną.

Niewykorzystane momenty

Wiadomo, dorosłość ma sporo plusów. Trudniej jest nas oszukać. Jeżeli coś robimy, staramy się to robić dokładniej i wolniej, by się nie pomylić tak jak kiedyś. Na randki nie wymykamy się ukradkiem, bo przecież nie musimy o to pytać swoich rodziców. Mieszkamy na swoim, wreszcie mamy możliwość powieszenia plakatu na ścianie ze swoją ulubioną aktorką w negliżu – a co! Mniej przejmujemy się plotkami i bzdurami, i wszystko przesiewamy przez palce.

Parę rzeczy niestety tracimy bezpowrotnie. Nie ma już beztroskich wakacji, trzeba uważać na to, co się je. Kac jest naprawdę fatalny i nie da się zasymulować choroby termometrem w gorącej herbacie. Coraz rzadziej doświadczamy czegoś po raz pierwszy.

Czasu niestety nie oszukamy.

Powrót do przyszłości?

Teraz, z wielką chęcią wracam jeszcze do swoich ulubionych filmów, w których występował Michael J. Fox. Trylogia Powrót do przyszłości nadal mnie zaskakuje, mimo że widziałem każdą część parę razy. Czasami dopada mnie taki moment, w którym zastanawiam się, czy nie chciałbym posiadać DeLorean’a, którym mógłbym odwiedzać swoje młode – to brzmi tak, jakbym był ostro po 40 – życie.

Mówiąc o powrocie do młodości niemalże zawsze dodajemy: ale z wiedzą, którą mam dzisiaj. Chcemy być młodzi, lecz niekoniecznie mamy ochotę na powtarzanie tych samych błędów. Tymczasem młodość to nie tylko mieszkanie w pięć osób w kawalerce, pryszcze, wieczny brak kasy i surowa krytyka. Zamiast użalać się nad utraconą młodością, lepiej doceńmy zalety etapu, na którym właśnie jesteśmy.

Ciao,

Może masz ochotę na więcej?

Scroll Up