Talent – nie zmarnuj go



To było jakoś po mojej pierwszej komunii świętej. Grzecznie siedziałem w swoim pokoju, prawdopodobnie odrabiałem lekcje lub grałem na komputerze – wtedy jeszcze stacjonarnym. Nagle, usłyszałem głos brata. Był dość wyraźny, głośny. Co będę ukrywał, po prostu się darł na mnie. Rzuciłem wszystko, co miałem pod rękami i zbiegłem na dół. Co zauważyłem? Wielki keyboard, który aktualnie stoi obok mojego biurka. Pięciooktawowa bestia spod imienia Casio. Byłem w siódmym niebie. W opakowaniu była też książka z wieloma utworami muzycznymi. Instrument był wyposażony w opcję odtwarzania zapisanych fabrycznie utworów. Po prostu magia. Dla takiego małego dziecka to było coś czadowego. Szybko załapałem krzesło, rozłożyłem stojak, położyliśmy wraz z rodzicami keyboard na nim i zacząłem swój koncert życzeń. Niestety, nie czułem się utalentowanym dzieckiem. Wszystko szło mi opornie. Nut nie potrafiłem dobrze czytać. Palce sztywne, koordynacji lewa-prawa brak.

Babcia niemalże zmusiła mnie do zapisania się na dodatkowe lekcje. Cóż, jak powiedziała, tak się stało. Przez pięć lat chodziłem, dwa razy tygodniowo do „szkoły”. Nie była to szkoła muzyczna, bardziej stowarzyszenie, ale to jest mało ważne. Okazało się, że jestem całkiem dobry. Co najważniejsze, gra sprawiała mi radość i satysfakcję. Po skończeniu szkoły doznałem szoku. Tak jakbym o wszystkim zapomniał. Przez niecały rok przerwy, strasznie się opuściłem w graniu.

Po tym czasie przyszedł kolejny instrument – gitara – to także kolejny nauczyciel, dzięki któremu wzniosłem się na wyżyny. Mężczyzna – Panie Tadziu, dziękuję! – przyjeżdżał do mojego domu dwa razy w tygodniu. Nie dość, że uczył mnie grać na gitarze, to dzięki niemu przypomniałem sobie grę także na klawiszach. Mój przyjaciel także brał u niego lekcje i to w sumie dzięki Mariuszowi znalazłem się w swoim pierwszym zespole muzycznym. Później było z górki. Koncerty, zabawa na całego, mimo tego, że graliśmy szanty, country! Nie byłem wybitny w swoim fachu, ale czułem, że posiadam jakiś dar, talent, którego dzięki babci nie zmarnowałem.

Czy jesteś w czymś dobry?

Wiele ludzi na całym świecie jest w czymś dobra. Jeden potrafi bardzo szybko liczyć w pamięci, drugi, potrafi pięknie rysować, kolejny umie prowadzić samochód, rozmawiać przez telefon i jeść ciastko – to też jest talent! Nie boję się tego określenia, ale uważam, że każdy z nas posiada jakiś dar. Może nie każdy jeszcze o tym wie, lecz na pewno tak jest.

Mieć talent to według wielu psychologów, mieć do czegoś szczególne predyspozycje. Same predyspozycje to jeszcze nie wszystko, bo aby talent rozbłysnął, trzeba nad nim pracować. Ja miałem to szczęście i razem z pomocą babci znalazłem się na odpowiednim miejscu, i w odpowiednim czasie.

Znajdziemy coś dla ciebie!

Na świecie jest tyle dziedzin, tyle możliwości, że talent jest w każdym z nas, ale nie mieliśmy jeszcze szansy go poznać.

Wiadomo, są ludzie, którzy na pierwszy rzut oka biegają szybciej, czy rysują na lekcjach plastyki o wiele ładniej od reszty swoich rówieśników, czy też ci, którzy piszą jak Shakespeare. Oni mają o wiele łatwiej, bo wiedzą, co robią dobrze i jak to rozwijać, w jakim kierunku iść, by tego nie zaprzepaścić.

To teraz w drugą stronę, skąd wiadomo, że akurat ty nie potrafisz zagrać na jakimś instrumencie muzycznym, którego nigdy nie miałeś w rękach? Skąd wiadomo, że twój kolega nie potrafi nauczyć się kilku języków w krótkim okresie?

No właśnie.

Nie bójcie się rozwijać

Wróćmy jednak na sam początek. Najprostszy przykład, który wpadł mi do głowy. Powiedzmy, że ktoś od dziecka śpiewa niczym gwiazda rocka i widać, że na scenie czuje się idealnie. Na początku jest atrakcją w swojej bliskiej rodzinie. Każdy ogląda jej wybryki z wielką przyjemnością.

Później przychodzi czas gimnazjum, liceum. Zaczynają się akademie szkolne, w których ten już nastolatek bierze udział. Pokazuje się, swój talent w najlepszej odsłonie. Niestety, koniec liceum coraz bliżej, matura za pasem i trzeba się wziąć ostro za naukę. Co dopiero na studiach, kiedy człowiek czasami zastanawia się, jak przetrwać tydzień mając w lodówce mleko, starą wędlinę, trzy parówki i piątaka w portfelu. Nagle pieniędzy zaczyna brakować, więc udoskonala się swoje CV, szuka ofert pracy i czasu wolnego jest coraz mniej. Talent zostaje nieruszony, a więc w ogóle się go nie szlifuje. Do czasu, kiedy przypadkowo na ulicy, mając słuchawki na głowie, zaczynasz śpiewać swoją ulubioną piosenkę. Ktoś cię zaczepia i mówi, że masz piękny głos, i powinieneś coś z nim zrobić. Nagle wszystkie wspomnienia wracają jak uderzenie piorunem. Zrozumiałeś, że w tym czasie, zamiast uczyć się, mogłeś rozwinąć swój talent.

Trochę smutne, co nie?

Jasne, nie mówię, że jak potrafimy coś robić lepiej niż inni, to od razu mamy lecieć na sam szczyt. Każdy przecież zaczynał niemalże na samym dnie. Ale warto zapamiętać coś do końca życia. Zmarnowany talent boli po latach.

Naprawdę…

Co by było, gdyby…?

W tym momencie, w umyśle człowieka pojawia się jedno pytanie: A co by było, gdyby? Co by było, gdybym ćwiczył swój śpiew przez całe swoje dzieciństwo i okres dorastania? Gdybym trafił pod opiekę kogoś, kto pokieruje moim życiem w taki sposób, żeby oszlifować ten jeszcze niedotknięty diament? Gdybym miał w sobie tyle samozaparcia, że sam mógłbym się polepszać w tym, w czym jestem dobry?

Nie trzeba zostawać światowym muzykiem, znanym pisarzem czy malarzem, którego nazwiska będą wkuwać następne pokolenia leniwych dzieciaków. Ale… warto spróbować, bo potem można czuć żal, tylko i wyłącznie do samego siebie. Po co?

No właśnie.

Ciao,



  • Niestety, wielu ludzi uważa, że nie ma talentu, przez co nie podejmuje działań, by cokolwiek rozwijać.

    • A nawet jeżeli już próbujemy, to taka nasza natura (nie wszystkich) Polaków. Jeżeli coś nie wyjdzie, narzekamy, że nie wyszło i rzucamy to w cholerę.

  • Temat bardzo mi bliski, bo ja uważam, że mamy ogromny obowiązek, by rozwijać swoje talenty i że każdy jakiś talent ma. Jeden może pięknie śpiewać, a drugi piec pyszne babeczki. Nie ważne do czego ma się talent, bo talentów się nie wartościuje – każdy jest równie cenny i wzbogaca świat.

    • Czy nazwałbym to obowiązkiem? Sam nie wiem. Rozwijanie talentu przecież nie jest powinnością. Każdy ma to, na co zasłużył.

      • Widzisz, ja patrzę na to właśnie w taki sposób, że jest powinnością. Talent to dar, który otrzymaliśmy w jakimś celu. Według mnie po to, by korzystając z niego wnosić coś pięknego w świat. Ja tak to widzę :)

        • „Ta­lent jest da­rem uni­wer­salnym, ale pot­rze­ba wiel­kiej od­wa­gi, żeby go wy­korzys­tać.”
          Nie każdy taką odwagę posiada, niestety.