Tabletka na szczęście

3 grudnia 2017
Tabletka

Znacie jakąś osobę, która jest od czegoś uzależniona? Nie chodzi już o same twarde narkotyki. Do jednego worka wrzucimy wszystko: internet, telefon, smartfon, cukier, siłownia, cokolwiek. Tak naprawdę od wszystkiego można się uzależnić, ale nie o to chodzi w tej sprawie, resztą możemy zająć się później. Teraz nie chcemy się zajmować wszystkim. Przynajmniej ja nie chcę.

MARYSIA

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Macie możliwość spróbowania marihuany. Ba, nawet możecie ją mieć w nieograniczonych ilościach. Znając życie, dla wielu ludzi byłby to raj na ziemi. Zapalacie ją po raz pierwszy. Jest super. Euforia, zadowolenie wchodzi na jeszcze wyższy, nieosiągalny dla nas wcześniej poziom. Trwa to godzinę? Może kilka i nagle spada. Niestety już nie opada do wyjściowego momentu, spada odrobinę niżej (takie mamy wrażenie, że spada poniżej, uodporniamy się na szczęście). Próbujemy po raz kolejny. Dostajemy kopa. Poziom euforii wzrasta. Spada, znowu niżej. I tak dalej, i dalej.

Jedna „dawka” już nam nie wystarcza. Nie potrafimy po raz kolejny osiągnąć szczytu. Dorzucamy jeszcze więcej, modyfikujemy towar, palimy częściej. Przychodzi taki moment, że nie wyobrażamy sobie dnia bez odpowiednio wysokiej dawki. Jesteśmy przyzwyczajeni do wysokiego stanu pozytywnych emocji, więc podbijamy go coraz bardziej. I tak dalej, i dalej.

SZCZĘŚCIE

Teraz, wyobraźcie sobie, że zamiast marihuany mamy szczęście. Nie jako efekt, który spada na nas po zażyciu trawy, ale jako emocja. Wyobraźcie sobie świat bez szczęścia. A emocja ta jest sprzedawana w aptekach – jako tabletki na receptę. Co więcej, działa jak narkotyk. Im dłużej będziemy ją zażywać, tym więcej będziemy jej chcieli. Im będziemy robić dłuższe przerwy między kolejnymi dawkami, tym gorzej będziemy się czuli, gdyż nasz stan emocjonalny nie będzie osiągał nawet stanu wyjściowego. Tylko będzie znajdował się daleko poniżej zera.

Czy staralibyście się używać tabletek z rozwagą? Czy raczej przyjmowalibyście je codziennie, coraz więcej i częściej. Tylko po to, żeby zaspokoić jakiś głód i usunąć niepokój, który towarzyszy wam na co dzień – w momentach nieprzyjmowania szczęścia.

TRUDY WYBÓR

Na każdym kroku spotykamy się z wyborami. Jedne są cięższe, drugie lżejsze i łatwiej jest nam coś wybrać. W tym przypadku mówimy o szczycie góry, to jak wspinaczka na Mount Everest bez butli tlenowych. Jest wykonalna, lecz tylko dla najtwardszych i najwytrwalszych zawodników.

Jakiś miesiąc temu został sprzedany sekret szczęścia według Alberta Einsteina. W mojej ocenie najmądrzejszego gościa, który kiedykolwiek chodził po naszej planecie. Inteligencja tryskała na kilometry wokół niego. Sekret ten został sprzedany za 1,3 miliona dolarów. Szczerze mówiąc, gdybym nawet był najbardziej zdesperowanym człowiekiem, nie potrafiłbym wydać takiej sumy na kawałek papieru. Chociaż, jeżeli mógłbym kupić skrawek kartki za taką sumę, czy czułbym się nieszczęśliwy?

Sekret jest napisany bardzo prostymi słowami. Brzmi on w ten sposób:

Ciche i skromne życie przynosi więcej radości niż dążenie do sukcesu związanego z ciągłym niepokojem. Gdzie jest wola, jest sposób.

KUPIĘ WYMARZONE BUTY

To jest tylko prawda i cała prawda. Wiele osób dąży do szczęścia, a osiągając je, czują się jeszcze gorzej niż wcześniej. Ze zdziwieniem patrzą na swoje odbicie w lustrze i zachodzą w głowie, gdzie podziała się ta emocja?

Powiedzmy, że całe życie marzyliśmy o butach. Kojarzycie? Jordany? Wszyscy je chcieli mieć. Chciałem i ja. Odkładałem pieniądze wiele miesięcy. Oglądałem tysiące obrazków na internecie. Jarałem się nimi, zasypiając i wstając z łóżka. Porównywałem je do starych butów, w których już nie chciałem chodzić. To było moje marzenie. Wiedziałem, że będę szczęśliwy, kiedy je w końcu kupię. Przyszedł i ten moment. Wszystkie swoje oszczędności wydałem na Jordany. Szczęście? Niesamowite. Pytanie jest, co przyniosło mi szczęście?

To nie buty przyniosły mi zadowolenie i spełnienie, to czas oczekiwania na ich kupno. Co mają w sobie buty, że mogą przynosić emocje? No nic. Zero. To było uwolnienie pragnienia, które gromadziłem przez wiele tygodni.

Wszyscy myślą, że te wszystkie buty, nagrody, samochody przynoszą nam szczęście, ale tak nie jest. Jim Carrey powiedział kiedyś:

I think everybody should get rich and famous and do everything they ever dreamed of so they can see that it’s not the answer.

Uważam, że wszyscy powinni być bogaci i znani, i żeby robili wszystko, o czym marzyli, tylko dlatego, żeby zrozumieli, że to nie jest odpowiedź.

Weźmy przykład z Alberta Einsteina. Spróbujmy zatrzymać się na chwilę, spojrzeć na to, co nas otacza. Nie idźmy za celami, przebierając w ludziach, zaglądając co chwile do własnych portfeli, wydając kasy na lewo i prawo. To nie przyniesie nam spełnienia. Spróbujcie, jeżeli naprawdę chcecie być szczęśliwi.

Wracając do tabletki, ona jest tylko metaforą. Kiedy mamy pieniądze, wydajemy je cały czas (mówię tutaj o dużych sumach). Myślimy, że nowy samochód, właśnie nowe buty przyniosą nam szczęście, lecz to nie jest to, czego naprawdę potrzebujemy. Ja tabletkę przyjmowałbym w dawkach. Jeżeli naprawdę musiałbym ją kupować. Emocję – którą jest szczęście – zbudowałbym od początku, od zera. Zacząłbym żyć pełną piersią i tak jak powiedział to Albert, zacząłbym ciche i spokojne życie, tylko po to, żeby wreszcie posmakować tego prawdziwego szczęścia. Nie tego, które jest ukryte w tabletce.

Ciao,

Może masz ochotę na więcej?

Scroll Up