Skakać czy pogłaskać? Kiedy kot ratuje życie

7 października 2017

Zaryzykuję stwierdzeniem, że każdy ma przyjaciela. Nieważne czy mówimy tutaj o człowieku, naszej największej miłości. O znajomym, którego znamy od samego dzieciństwa. Jak coś takiego nie nazwać przyjaźnią, co nie? Nieważne czy mówimy o zwierzaku, naszym ukochanym psie, kocie czy śwince morskiej, która drapaniem w klatkę budzi nas każdej nocy. Kochamy ich tak samo, bo to oni są przy nas. Może ten przykład ze świnką to trochę przeginka, ale come on! Trochę dystansu!

Przyjaciele pojawiają się i znikają. Czasami mamy szczęście i spędzamy z jednym całe życie. I jest cudownie! Czasami jednak zdarza się, że po prostu odchodzą. Dzisiaj chciałbym wam opowiedzieć historię jednej przyjaźni. Wspomniałem o kocie i to o nim będzie właśnie mowa. Większość z nas pewnie twierdzi, że to wredne zwierzęta, ale… tak nie jest. Sam przez wiele lat miałem w domu jednego, małego, kochanego futrzaka. Niestety ze względu na alergię (która obudziła się we mnie po kilku latach), musiałem go oddać cioci. Ona po paru latach oddała go zaś babci, u której spędził praktycznie resztę życia. Miał około 21 lat jak zdechł.

Historia, którą wam opowiem, będzie związana z kotem oraz z żołnierzem, dla którego kot ten stał się najlepszym przyjacielem, a co ważniejsze, wybawicielem i nową drogą.

SKAKAĆ CZY POGŁASKAĆ?

Znacie określenie zespołu stresu pourazowego? Stres taki może dopaść każdego, lecz najbardziej podatni są na niego wojskowi, żołnierze. Wojna kiedyś się kończy, trauma żołnierzy – nigdy. Niestety wielu żołnierzy, nawet najtwardszych pod względem psychicznym, kiedyś pęka. Śmierć kolegów, liczne tortury, strzelaniny, bombardowania, terroryzm, na ogół walki frontowe – to tylko nieliczne przykłady, które mogą się złożyć na to wszystko.

Naszego bohatera nazwijmy Patryk. Służył na misji w Afganistanie, z której wrócił – cały i „zdrowy”. Stracił wielu kolegów, raz został postrzelony (na szczęście niegroźnie). Wrócił do pustego domu. Wyjeżdżając na misję, nie miał nikogo. Jego życie z koszmaru zmieniło się w… jeszcze większy koszmar (nie chcę skupiać się bardziej na tym, co mu w życiu nie wychodziło, ale pewnie zdajecie sobie sprawę, jaki miał problem – PTSD). Nie potrafił poradzić sobie z najprostszymi rzeczami, takimi jak: ugotowanie obiadu, poranne ćwiczenia czy nawet czytanie książek ulubionego autora. Postanowił więc, że skończy ze swoim życiem. I tak nikt za nim nie zapłacze.

Wychodząc na ogródek swojego domu, wziął ze sobą zapalniczkę, jednego papierosa i nóż. Miał zamiar poderżnąć sobie gardło. Stanął w promieniach słońca, które zaczęły oświetlać jego spoconą i zmęczoną twarz. Zapalił papierosa i zaczął spoglądać na otaczającą go przyrodę. Zaciągał się wolno, chciał do końca życia zapamiętać ten gorzki smak tytoniu. W pewnym momencie, za swoimi plecami, usłyszał miauczenie. Pod jego nogi przywędrował kot, który od razu zaczął się ocierać o jego łydki. Popatrzył na niego. Upuścił papierosa i nóż, i łzy zaczęły ściekać po jego policzkach. Wziął kota na ręce i wrócił do domu.

Nie myślcie, że to koniec historii. On podarował kotu dom, a on, dostał od niego kolejne życie. Tak, jakby zwierzę oddało jedno ze swoich siedmiu żyć. Zaczął ponownie ćwiczyć, uśmiechać się, znalazł nowych znajomych, z którymi mógł spędzić świetny czas, bawiąc się, pijąc, lecz jak to w bajkach bywa… nie wszystko trwało wiecznie. Kot pewnego dnia uciekł od niego. Przejął się tym bardzo, lecz był już na odpowiedniej fali i nie chciał niczego tracić. Zaczął żyć pełnią życia.

Parę miesięcy po tym wydarzeniu, szczęśliwy Patryk zamieszkał z dziewczyną, którą poznał parę dni po stracie swojego ukochanego zwierzaka. On już przyzwyczaił się do braku swojego przyjaciela, lecz ona… od zawsze marzyła o kocie. Pewnego dnia więc udali się wspólnie do schroniska dla zwierząt. Zaczęli oglądać psy, koty, wybierać, zastanawiać się. Przy kolejnej klatce z rzędu zatrzymał się, jego szczęka roztrzaskała się o posadzkę, a z oczu ponownie zaczęły lecieć łzy. Kot, który kiedyś go opuścił, ponownie go znalazł, tym razem w schronisku. Chyba możecie się już spodziewać, jaka będzie dalsza część. Zaadoptowali właśnie jego.

ONE TO WSZYSTKO CZUJĄ

Bardzo często, kiedy moja babcia się źle czuła, kot to wyczuwał i w mgnieniu oka kładł się obok niej w łóżku. Każde noce spędzał z nią, tylko dlatego, że ona nie była w pełni sił.

Przeczuwanie trzęsień ziemi lub katastrof, ale także umiejętność odróżniania ludzi dobrych od złych to nie jedyne możliwości naszych zwierzaków. Ostrzegają również przed na przykład atakami padaczki lub po prostu wyczuwają złe samopoczucia u ludzi. One widzą i czują więcej niż ludzie. To jest oczywista prawda. Dlatego kot Patryka zareagował w taki sposób. Przecież nie myślicie, że nagle bez powodu znalazł się z tamtym miejscu. Zazwyczaj koty są nieufnymi istotami, a on… zaczął ocierać nogi byłego żołnierza, tak po prostu. Kot uratował go od samobójstwa. Cud? Przypadek? Czy po prostu szczęście?

Ciao,

Może masz ochotę na więcej?

  • Anna Kot

    to prawda – koty przeczuwają :)

    • Nomen omen!

    • DZIENNIK WOJENNY

      sami doszukujemy się teorii w kotach prawie magicznej. to są zwierzaki i mają dobre uszy i zmysły wyostrzone by przeżyć

      • Polecam poczytać o felinoterapii. Pomaga ona w leczeniu nie tylko zaburzeń psychicznych, ale także fizycznych. Co jest jej głównym „składnikiem”? Kot :)

        • DZIENNIK WOJENNY

          Kot lub inne zwierzę. Ale tak naprawdę pomóc to może tylko drugi człowiek.

          • Felinoterapia łączy się tylko i wyłącznie z kotami. Muzykoterapia łączy się z muzyką. Nie zawsze to jest stricte człowiek. Jasne, od człowieka wszystko się zaczyna, ale to nie on zawsze pomaga. Jest udowodnione naukowo, że zwierzęta obniżają stres, pomagają ludziom z depresją, obniżają cholesterol itd. Tak naprawdę można wymieniać i wymieniać.
            Polecam lekturę paru artykułów dotyczących felinoterapii, można się dowiedzieć naprawdę ciekawych rzeczy :)

          • DZIENNIK WOJENNY

            mam wrażenie że cały ten internet pokazuje depresję duszy społeczeństwa. Tu i kot nie pomoże. Co najwyżej odwlecze w czasie problemy, wygładzi je.

          • Słuchaj, to co przeczytałeś wyżej to tylko historia, w której kot JEDNAK pomógł. Może nie swoimi „magicznymi” mocami, o których wspominałeś, ale po prostu obecnością. Znalazł się w odpowiednim miejscu, w odpowiednim czasie. Ja uważam, że to nie jest przypadek, dlatego ta historia znalazła się tutaj.
            Jasne, masz rację, kot nie zawsze pomoże, zwierzęta nie zawsze pomagają, ale… robią to. Świadectwem mi moja babcia i dziadek.

  • Koty są nadzwyczajnymi zwierzętami…

    • Są nadzwyczajnymi, chociaż nie zawsze się zachowują „nadzwyczajnie”.
      Spróbuj usiąść na swoim ulubionym fotelu, na którym aktualnie leży kot ;)

  • DZIENNIK WOJENNY

    sam jestem ofiarą PTSD, ale to działa nieco inaczej :) powiedział bym -subtelniej zatruwa duszę, a koty to cwaniaki. Idą tam gdzie ciepło ;) no i idą jeśli chcą – co się im chwali.

    • Nie uważam, że nie wracacie z piekła. Chodzi o to, że niektóre sytuacje, które miały zdarzenie „tam”, mają pewny oddźwięk w aktualnym i późniejszym życiu. Ja po zdarzeniach w gimnazjum, nadal mam pewne problemy z podobnymi sytuacjami dzisiaj, a było to wiele, wiele lat temu. Kompleksy rodzą kolejne kompleksy i gdyby nie praca nad sobą, tkwił bym dalej w dziurze, która także mógłbym nazwać w tym przypadku „piekłem”.

      • DZIENNIK WOJENNY

        hmm „podatni” są po prostu ludzie :) roboty nie, ludzie owszem.

Scroll Up