Rodzina jest najważniejsza Jak wygląda twój świat?

3 lutego 2017

Wróciłem niedawno do Warszawy, na studia, czas sesji, egzaminów. Jest naprawdę super, serio, lecz… przepełnia mnie takie dziwne uczucie. Z jednej strony chcę zostać w stolicy, w mieszkaniu, gdzie nie muszę codziennie sprzątać pustych butelek. Fajnie znowu się spotkać ze swoimi wszystkimi znajomymi na uczelni i poza nią. Czuję się wtedy tak, jakbym nie miał ograniczeń, czuję się wolny. Z drugiej strony zaś, nie chcę, chcę wrócić do rodzinnego miasta, kochanego Radomia. Bezpieczeństwo, zapewniony dach nad głową, domowe i co najważniejsze, rodzinne obiady. Czego chcieć więcej?

Z takim paradoksem na co dzień spotykają się studenci, młodzi, którzy uczą się poza swoim, rodzinnym miastem. Pewnie wiesz, jak to jest, prawda? Mieszkając samemu bądź wynajmując mieszkanie ze znajomym, możesz robić, co ci się podoba. Nie spoglądasz na zegarek, na miejsce, do którego musisz się udać. Wiesz, że nikt nie będzie ci mówił, o której godzinie musisz wrócić. Uczucie super. Mieszkając z rodzicami, bądź, odwiedzając ich, czujesz się jeszcze lepiej, bo widzisz osoby, na których ci najbardziej w życiu zależy, osoby, które zrobiłyby dla ciebie wszystko. Czujesz się bezpiecznie w ich towarzystwie, lecz wiesz, że otaczając cię, zabierają ci możliwość robienia wszystkiego. Tam, gdzie pójdziesz – oni wiedzą, to co robisz – to samo. Dlatego tak naprawdę, nie wiesz, czy się cieszyć z tego, czy może cichutko płakać.

RODZINA NA PIERWSZYM MIEJSCU

Ostatnio widziałem piękny materiał w internecie – właśnie na temat rodziny. Wyobraź sobie sytuację albo inaczej – możliwość zaproszenia na kolację dowolnej osoby. DOWOLNEJ. Nieważne czy żyje, czy już nie. Nieważne czy to był ktoś znany, czy nie. Masz taką możliwość.

Małżeństwa, które brały udział w tym eksperymencie, podawały różne nazwiska, zaczynając od wokalistów: Kylie Minogue, Justin Bieber, kończąc na politykach, prezydentach: Barack Obama, Nelson Mandela. Oglądając go, miałem wiele pomysłów, wiele nazwisk przewijało się przez moją głowę. Fajnie byłoby uścisnąć rękę Williemu Nelsonowi, czy usiąść obok Michaela Jacksona i zjeść z nim rosół. Teraz, daję ci chwilę, zastanów się, nie czytaj dalej, poczekaj i pomyśl. Kogo byś zaprosił na taką kolację?

Już?

W tym samym eksperymencie brały udział dzieci tych małżeństw. To samo pytanie zostało zadane, również im. Kogo byście zaprosiły na kolację, mając możliwość dotarcia do każdego na świecie? To samo pytanie, lecz różnica w odpowiedziach – kolosalna. Dzieciaki, które nie doświadczyły w pełni życia na tym świecie, które nie spędziły tyle czasu, co ich rodzice przed komputerami, przed telewizorami, odpowiedziały, że zaprosiłby rodzinę, rodzeństwo. Z nimi chciałyby zjeść kolację, z nimi chciałyby spędzić wieczór, wspólny wieczór przy stole. Czy to nie jest piękne, czy to nie jest straszne?

JAK WYGLĄDA TWÓJ ŚWIAT?

Straszne, piękne? Widzisz dobrze różnice między postrzeganiem świata przez rodziców bądź po prostu starszych ludzi a postrzeganiem tego samego świata przez dzieci. Czy dorosły może zachwycić się światem? Patrzeć na swoje kłopoty z przymrużeniem oka? Wybaczyć zdradę, krzywdę, zapomnieć o niej jak małe dziecko? Może. A wtedy życie wyda mu się o wiele prostsze i piękniejsze. Dorośli często są zbyt poważni na to, by dostrzec prawdziwy sens życia. Dzieci są mniej skomplikowane, ich postrzeganie świata jest dużo prostsze.

CZEGO DOROŚLI MOGĄ UCZYĆ SIĘ OD DZIECI?

Wielu rzeczy. Na przykład zakochania. Bycia zakochanym w otaczającym cię świecie. Nie zawsze jest on piękny, nie zawsze się podoba, ale przecież kiedy jesteśmy zakochani, potrafimy zachwycić się nawet deszczem. Dlatego trzeba umieć kochać jak dziecko, dziwić się kwitnącym kwiatom. Nie mieć pretensji. Dziecko nie wymaga, że masz być taki, jakim ono chce cię widzieć. Ono cię przyjmuje takim, jakim jesteś.

Trzeba jednak pamiętać między różnicami, bycie dzieckiem a bycie dziecinnym. Ci, którzy są dziecinni, to nieudacznicy. Są właśnie Piotrusiami Panami i robią sobie krzywdę, ale zachowanie w sobie dziecięctwa to sukces. Dzieci nie czynią sobie sztucznych ograniczeń. Dziecko zje pomidora z cukrem, a dorosłemu wyda się to niemożliwe. Dopóki masz w sobie to szaleństwo, ten zachwyt, dopóki zjesz pomidora z cukrem, do tej pory nie zwariowałeś. Dopóki masz w sobie chęć wspomnień i marzenia na przyszłość, to masz w sobie cenne dziecko. Jeśli nie, staniesz się smutny i zgorzkniały.

Ciao,

Może masz ochotę na więcej?

Scroll Up