Od kiedy jesteśmy razem? Jak to jest z nami?

7 lutego 2017

Mam nadzieję, że uda mi się zrobić to, co zapowiadałem. We wtorek i piątek będę publikował teksty. Oczywiście, nikt nie powiedział, że nie będą się pojawiać częściej. Załóżmy jednak, że te dwa dni, to pewniaki. Mam także nadzieję, że nie pogorszę przez to ich jakości.

Pierwszy tekst, który pojawił się na blogu, był o miłości. Napisałem go dokładnie 31 października 2015 roku. Obiecywałem wtedy sobie, że więcej nie będę pisał o ogólnikach, że powinienem skupić się na trochę drobniejszych rzeczach. Przyszedł ten czas, kiedy mogę to zrobić. Wena z pomysłem przyszła tej samej chwili, jest super.

Na początku stycznia, pojawił się wpis o związku idealnym. Muszę powiedzieć, że się zdziwiłem. W ciągu dwóch dni naprawdę dużo osób odwiedziło bloga. Temat ciekawy, a jeżeli chodzi o styl, to ocenę zostawiam wam.

Dzisiaj, również chciałbym napisać parę słów o związkach, lecz podejdę do tego trochę inaczej. Wtedy mówiłem o ideałach, dzisiaj postawimy na coś innego. Przekonacie się sami.

Od kiedy jest się w związku?

To jest naprawdę trudne do zdefiniowania, gdy ma się 25 lat i związku nie zaczyna się od proszenia kogoś o chodzenie. Tak się robiło, owszem, ale w podstawówce. Jak ma zdefiniować to teoretycznie dorosły facet albo kobieta?

Niestety, jakie czasy, takie sposoby określania.

  • od pierwszego pocałunku – nie mówię o buziaku, o pocałunku,
  • od pierwszego pójścia do łóżka,
  • od pierwszego publicznego wspólnego pokazania się razem,
  • od oznaczenia siebie razem na Facebooku ze statusem w związki,
  • od sam nie wiem czego jeszcze – pewnie znajdą się i inne cenzury.

Mając nieco ponad te wspominane 25 lat, prawie każdy z nas był już kiedyś w jakimś poważnym związku. Każdy z nas targa za sobą własny bagaż doświadczeń. Jednych przyjemnych, drugich już trochę mniej. Ile razy ludzie najpierw chodzili z kimś do łóżek, a później pokazywali się z tą osobą publicznie, trzymając się za ręce? Dziwny to świat, w którym to drugie wydarzenie jest bardziej znaczące od pierwszego. Najpierw seks, później związek? Życzę powodzenia.

Czy zawsze chodzi o seks?

Samo pójście do łóżka mocno się zdewaluowało. Wystarczy wybrać się w Warszawie do jakiegokolwiek klubu, aby mieć zaraz z kim. Powiem więcej, nawet nie trzeba nawet iść do klubu. Wystarczy zainstalować Tindera czy kilka innych serwisów i problem z głowy. Chociaż, jeżeli chodzi o pierwszy program, nie zawsze musi się to kończyć szalonym seksem z nieznajomą osobą. Czasami się udaje rozpocząć coś pięknego, wystarczy tylko chcieć i pokazać, jakim się jest naprawdę.

Więc co? Seks odpada jako data początku związki. Pierwszy pocałunek raczej też.

Idziemy dalej. Publiczne pokazanie? Oczywiście, że jest to jakaś opcja, ale czy naprawdę to, że przyjdę z dziewczyną na imprezę i będę ją trzymał za rękę, czy publicznie ją pocałuję, wskazuje na to, że jesteśmy razem?

Dochodzimy zatem do Facebooka. Niestety muszę was rozczarować. Nie lubię tego robić. Pomimo tego, że tak, ustawiałem statusy w związku, to teraz bym tego nigdy nie zrobił. Wydaje mi się, że to jest dość dziecinne zachowanie, jak publikowanie jakichkolwiek zmian statusów związków innych niż zaręczony lub żonaty.

To od kiedy jesteśmy razem?

Jesteśmy razem, odkąd jesteśmy za siebie współodpowiedzialni. To jest chyba jedna z najdojrzalszych definicji związku, jakie kiedykolwiek słyszałem. Nie musicie mi wierzyć, ale dużo ich było, bo dużo rozmawiałem z bliskimi mi ludźmi.

Teraz całkiem poważnie, nigdy nie patrzyłem na to w ten sposób.

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Macie jakąś tam pracę, jakąś pozycję, jakieś życie, więc przydałaby się jakaś kobieta. No właśnie… jakaś. Nie ta konkretna, tylko jakaś. To tak jakby wybierać mebel do sypialni. Wybrany z katalogu i najlepiej idealny, i bez skazy.

Czasami zdarzały mi się momenty, kiedy patrzyłem na moich znajomych i patrzyłem na nich z dużą nutą zazdrości. Jak to fajnie musi być się tak mocno zakochać. Było po nich widać tę współodpowiedzialność. A przynajmniej jej początki.

Mam nadzieję, że mnie nie zrozumiecie źle, kiedy mówię o współodpowiedzialności. Każdy może to inaczej rozumieć.

Nie mówię tutaj już o finansach, własnym mieszkaniu itd. Chociaż wiadomo, w późniejszych fazach związku jest to bardzo ważne. W tym przypadku chodzi mi bardziej o branie odpowiedzialności przez jedną i drugą stronę. Jeżeli stanie się coś złego między dwójką osób np.: nieplanowana ciąża, to oboje biorą za to odpowiedzialność. Są w związku, wobec czego ponoszą odpowiedzialność razem. Chodzi także o troskę, dźwiganie konsekwencji popełnionych czynów, pomoc, zainteresowanie drugą osobą.

Kto pyta, nie błądzi

No tak, ale czasami nie jest tak prosto. Związek tak naprawdę – oprócz tej współodpowiedzialności – zaczyna się od gestów, nie od słów. Jeśli jednak chcesz mieć możliwość świętowania w przyszłości waszej wspólnej rocznicy, zadaj tej drugiej osobie to pytanie. Naturalnie, nie musisz pytać, jak nastolatek: chcesz być moją dziewczyną/chłopakiem? Z tego typu pytań się wyrasta, dziwnie zabrzmią w ustach dojrzałych osób.

Możesz zadać pytanie w stylu: „jak to z nami jest?”, „jak mam cię przestawić swoim znajomym?”, „zabierasz mnie do swojej rodziny – jako kogo?”, „jak wygląda sytuacja między nami?”. Nie są to pytania zadane wprost, wymagają jednak konkretnej odpowiedzi.

Ważne jednak, aby tego typu pytanie nie padło za szybko. Musisz wyczuć odpowiedni moment, co w zasadzie nie powinno być trudne. W oczach i gestach drugiej osoby zobaczysz, czy jest gotowa to usłyszeć.

Ciao,

Może masz ochotę na więcej?

  • Moim zdaniem najlepiej po prostu porozmawiać z drugą osobą jak to widzi i tyle :-) Ustanowić jakąś wspólną datę i już, bo wiadomo, że w dorosłości nie dzieje się to z dnia na dzień od zapytania o chodzenie, jak o tym zresztą wspomniałeś:)

    • Niestety, wydaje mi się, że wiele osób – wiele MŁODYCH osób – zaczyna swoje przygody od seksu lub ustawienia związku na Facebooku, co mnie osobiście trochę przeraża.

Scroll Up