O tych, których spotykamy w kościele

7 stycznia 2017

Jestem ministrantem. Mimo tego, że babcia strasznie nalegała do zapisania się do posługi, to naprawdę jestem jej za to wdzięczny. Od naprawdę wielu lat służę, pomagam, jak tylko mogę. W czasach gimnazjalnych jeszcze w kościele bywałem do trzech razy tygodniowo. Taki mieliśmy wymóg, na tym polegała nasza praca. Dwa razy w tygodniu, plus obowiązkowa niedziela, standard. W czasach licealnych i teraz, na studiach, wszystko to się nieco zmieniło. Z jednej strony ze względu na nowego proboszcza parafii, z drugiej strony ze względu na mój wiek. Służę tylko wtedy, kiedy mogę, czyli zazwyczaj w niedzielę. Oprócz tego, że jestem zadowolony z tego, co robię, lubię obserwować ludzi podczas mszy. Muszę wam powiedzieć, że najciekawiej jest podczas kazania.

Dzisiaj chciałbym przedstawić wam wszystkim swoje ulubione typy. Wszystko proszę brać z przymrużeniem oka, mimo że to prawda!

Babcia wodzirejka

Zazwyczaj kobitka przychodzi sama do kościoła. Siedzi zawsze w pierwszym rzędzie, jako pierwsza wychodzi z ławki i ustawia się do Eucharystii, dając jakby wszystkim komunikat: dobrze proszę państwa, pielgrzymka za mną, za tą różową parasolką!

Wodzirejem może być też babcia, która zawsze śpiewa najgłośniej. Mimo tego, że nie trafia w odpowiednie dźwięki, myli się o całą sekundę, to będzie najgłośniej pluła na wszystkich wokół. Mieszkam 50 metrów od kościoła. Polecam, niedziela, godzina ósma rano.

Babcia złodziejka

Gdy wracasz po przyjęciu Eucharystii, ona pojawia się znikąd i zajmuje losowe krzesło/miejsce w kościele. Najczęściej jest to twoje krzesło/miejsce. Mimo tego, że przez całą mszę siedziałeś, teraz postoisz, taka kolej rzeczy.

Babcia z wnuczkiem

Obiecuję, że to ostatnia babcia w tym zestawieniu! Kobieta, która prowadzi, ekhm, taranuje ludzi, pchając swojego małego wnuczka. Pcha go prosto w stojących ludzi. Bardzo dobra metoda, ocena 6/10, nie trzeba przynajmniej strzępić strun głosowych na przepraszanie. Mimo, że wnuczek ma już podbite jedno oko, złamanego zęba i rozwalony łuk brwiowy, ona jest dumna z tego, że doczołgała się do swojego upragnionego miejsca w pierwszym rzędzie. Co potem? Zapraszam do punktu numer jeden – babcia wodzirejka.

Uśpiony agent

Wyobraźcie sobie ten moment, kiedy podczas kazania mamy kompletną ciszę. Oczywiście oprócz księdza, który stoi przy ambonie i mówi do mikrofonu. Nagle, z tej ciszy wyłania się on, kaszlący potwór. Zaraz po nim, uśpieni agenci zostają znowu powołani do służby. 10 osób jednocześnie zaczyna chrząkać, kasłać. Orkiestra denna.

Poznający swoje ciało

To jest piękne. Ludzie, którzy mimo swojego podeszłego wieku, zaczynają dopiero poznawać swoje piękne ciało. A tutaj się podrapię, a teraz zacznę patrzeć na paznokcie, może skubnę jednego? A co mi tam, marne było to śniadanie.

Obok wcale nie jest lepiej. Ten gość dłubie w nosie, potem będzie podawał rękę sąsiadowi, a później tą samą ręką zacznie grzebać sobie w uchu i między zębami. Szczypiorek z jajecznicą to nie był dobry pomysł. Zębów już nie było czasu umyć?

Szpanerzy

Osoby te posiadają silną potrzebę popisania się przed kościelnymi lamami poprzez około dwuminutowe wyprzedzenie liturgiczne, np.: kiedy trzeba kleknąć. Oni już będą klęczeć przygotowani. Wyraz ich twarzy zdaje się przy tym mówić: patrzcie na mnie, ja tutaj chodzę co drugi dzień, wiem, co zaraz ksiądz powie.

Spóźnialski/Śpieszący się

Ludzie, którzy zazwyczaj się spóźniają do kościoła 5-10 minut i zazwyczaj uciekają z tego kościoła przed błogosławieństwem. Badania potwierdziły to, co przypuszczałem. Nikt nie wie, czemu się spieszą i czemu przychodzą tak późno.

* * *

Musisz wiedzieć, że mimo wszystkiego, nie mam nic do nich. Każdy, kto pojawia się w kościele, robi to dla siebie. Może oprócz gimnazjalistów, licealistów, którzy wypełniają książeczki podpisami księży, bo muszą, bo nie są jeszcze wszystkiego świadomi. Oczywiście nie wszyscy, spokojnie, to tylko taki stereotyp.

Jestem z ciebie dumny, jeżeli z własnej wolnej woli pojawiłeś się w kościele, by przyjąć Eucharystię i pomodlić się, albo po prostu przeżegnałeś się, przechodząc obok świątyni. Nie patrzcie na innych, nie przejmuje się tym, że ktoś dłubie w nosie, a potem podaje wam rękę. W kościele jesteście po coś innego, przyszliście dla kogoś innego, nie dla tej pięknej sąsiadki, za którą chodziliście przez całe wakacje. Jesteście tutaj dla kogoś innego, zachowajcie powagę. Alleluja!

Może masz ochotę na więcej?

  • Maestro

    SameTimeSpeaker (tak sobie wymyśliłem) – osoba, która mówi razem z księdzem, mimo że to „kwestia” tylko celebransa.

    Ministrant z dykcjOM – czyli gość, który przeczyta każde czytanie, mimo że się do tego wcale nie nadaje.

    Fajny mam dzwonek – to wiadomo, nałogowe niewyciszanie komórki.

    Sołtys – facet, który za punkt honoru przyjął sobie podać rękę każdemu facetowi w zasięgu miejsca, które zajął (po przyjściu przed mszą, nie na znak pokoju).

    Lekko uwiera mnie tylko ten od dykcji :D ale to chyba dlatego, że jestem miłośnikiem szeroko pojętej „pracy głosem”.

    • Ostatnio miałem lekkie połączenie babci z wnuczkiem i tego od dzwonka.
      Chrzest, spokój, mały nawet nie płacze, jego mamusia robi zdjęcia telefonem, a bo może. Później co? Siada – kiedy wszyscy stoją i zaczyna się bawić swoim Iphonem. W między czasie jej drugi synalek bawi się bombkami na choince, ciągnie chrzestnego za marynarkę, śmieje się. Chrzest idealny ;>

Scroll Up