Mężczyzna ubiera się u Prady Czy facet może być zakupoholikiem?

5 września 2017

Pewnie większość kobiet ogarnia to uczucie. Przechodzicie sobie spokojnie przez galerię handlową. Nagle, po waszej prawicy wyrastają jak spod ziemi wielkie napisy: PRZECENA, ZNIŻKA, WYPRZEDAŻ. Masa procentów okraszonych ładnymi kolorami, migające światła, światła LED, promienie ultrafioletowe, rentgenowskie. To wszystko tylko dlatego, żeby przyciągnąć was do siebie. No co możecie zrobić? Wchodzicie i wydajecie całą swoją pensję, nie patrząc na to, że to dopiero początek miesiąca. Co ja robię? Dokładnie to samo. Może nie jestem jeszcze na etapie: Pójdę po bluzkę, wrócę z dwiema parami butów, koszulą, spodniami, skarpetkami i kolejnymi butami. A bluzka? Zapomniałem o niej. Ale już niewiele brakuje mi do takiej ewolucji. Jeszcze parę lat i stanę się w połowie (stereotypową) kobietą.

KOCHAM ZAKUPY

Kiedyś zastanawiałem się, czy tylko ja tak mam? Przecież nie jestem jedynym mężczyzną na tym świecie. Halo! Czy ktoś tutaj kocha kupować ubrania dla siebie?

ostatnim wpisie opowiadałem wam o mojej ostatniej rozmowie na skypie, z moją kobietą. Dwie godziny rozmawialiśmy o ubraniach, o marynarkach, koszulkach, swetrach, płaszczach. Dobieraliśmy rzeczy dla mnie. Szukaliśmy, dyskutowaliśmy. To wszystko dlatego, że parę dni wcześniej zamówiłem kilka rzeczy w internetowym sklepie. (Swoją drogą -50% na wszystko, zamiast wydać 350 zł, wydałem 180 zł – idealnie).

Były to pierdoły: sweter, koszulka i dwie pary spodni. Rzeczy zamówione w sobotę. Do dzisiaj, co godzinę wchodziłem na stronę sklepu i sprawdzałem, co się dzieje z moim zamówieniem. Mówię serio. Nie mogę się już doczekać, aż te rzeczy do mnie trafią. A moja mina, kiedy przed dosłownie godziną zobaczyłem napis: wysłane, przy numerze zamówienia – bezcenna.

Moje wojaże handlowe są potworne. Mówię sobie, że idę na 20 minut, wychodzę po godzinie, albo dwóch. Nie muszę nawet kupować, mogę oglądać, przymierzać, patrzeć. Chociaż… ostatnią parę butów kupiłem w ciągu kwadransu. Być może tylko dlatego, że nie chciałem dać się rozpędzić swojej dziewczynie. Gdy weszliśmy do CCC, nagle… zniknęła. Pojawiła się po 10 minutach z parą butów. Stwierdziłem, że i tak mamy niewiele czasu dla siebie, więc nie poświęcajmy go na same zakupy. Wybór perfekcyjny. Buty idealne. Kobieta zadowolona. A ja? Uszczęśliwiony.

NIE JESTEM SAM, PRAWDA?

Czy tylko ja tak mam? Po raz kolejny pytam się was. Panowie z reguły kupować nie lubią. Oczywiście mówimy tutaj tylko i wyłącznie o ubraniach, bo o to nam chodzi. Nie patrzę w stronę sklepów z różnymi gadżetami, komórkami czy komputerami, bo tam nas jest najwięcej. Chodzi o ciuchy!

Patrząc po swoich najbliższych – w rodzinie, zakupy ich wyglądają bardzo podobnie. Mamy odliczoną kaskę, wchodzimy do sklepu, widzimy koszulkę, bierzemy, do kasy i wsio do domu. Zakup nie musi być idealny, ale najważniejsze jest to, że był szybki.

Popytałem swoich znajomych, tutaj głosy są podzielone. Część z nich lubi kupować dla siebie ubrania, część nie. Zastanawiam się, dlaczego jest takie zróżnicowanie. Z czego może to wynikać? Ci, którzy kochają ubrania, lubią także kupować, ci zaś, dla których wygląd zewnętrzny nie jest najważniejszy, omijają sklepy odzieżowe wielkimi łukami. Czy o to chodzi?

MĘŻCZYŹNI WOLĄ…

kupować online!

Słyszałem kiedyś, że cały proces zakupu ubrania zajmuje mężczyźnie tylko 26 minut. I tak dla wielu panów, to wciąż długi czas. Zakupy są męczące i skomplikowane. Dla panów to nie jest forma spędzania wolnego czasu, to jest misja, coś à la achievement, który odblokowujemy dopiero na pewnym poziomie. Kiedy misja zamienia się w hobby, przyjemność.

Jeśli misję tę, można wykonać z pozycji siedzącej, nie wychodząc z domu, tym lepiej. Odkąd pojawiła się możliwość kupowania przez internet, panowie przodują w tych zakupach, nie ściemniam.

Mężczyźni lubią kupować przez internet. To nie znaczy jednak, że są w swoich poszukiwaniach wybredni. Nie najlepiej reagują na słowo modny. Nie lubią szerokich ofert sklepów i jeśli jest zbyt duży wybór marek. Szybko się gubią i zniechęcają. Wtedy wchodzi do gry stereotypowy facet. Idziemy do sklepu, kupujemy koszulkę, wychodzimy, 26 minut i z głowy.

Jestem sam? Na pewno nie. Czy jest nas więcej? Tego się dowiemy już za kilka lat.

Ciao,

Może masz ochotę na więcej?

  • Bardzo przyjemny wpis, ja nie lubię kupować, bo nie lubię wydawać, mam mocno specyficzny gust i ciężko jest mi znaleźc coś dla siebie. Dlatego też lubię SH – nie dość , ze tanio, to jeszcze często oryginalnie. :)
    pozdrawiam!

    • Wstyd się przyznać, ale sam do SH nigdy nie chodziłem. Być może jako dzieciak z mamą, ale teraz? Nie pamiętam takiej sytuacji.
      Co to znaczy specyficzny gust? :)

      • Jestem anty-trendowa, a zazwyczaj jest tak, ze pojawi się jeden trend i w każdej sieciówce jest ten sam wzór, te same kroje. prosty przykład – naszywki, ile można. :D
        A co do sh polecam bardzo, mój facet też był do tego mocno sceptycznie nastawiony, aż do czasu kiedy on zapłacił 80 zł za bluzę w sieciówce, a ja przyniosłam mu taką samą z Sh za zawrotną cenę 3 zł. :D

        • Dziewczyna już mi zapowiedziała, że następnym razem zabiera mnie do SH. Zobaczymy!

  • A ja lubię jeździć na zakupy z moim mężem, bo zawsze mi coś fajnego wynajdzie, co ja sama przeoczyłam ;)

    • Moja kobieta robi dokładnie to samo! Pani Okazja :)

Scroll Up