Kim jest płaczący mężczyzna? Faceci też potrafią płakać! Udowodnię to wam

30 listopada 2016

Zadam wam jedno krótkie pytanie. Postarajcie się na nie odpowiedzieć przed lekturą. Zastanawiam się, czy to, co wy myślicie o mężczyznach, którzy płaczą, jest tym samym, co ja o nich myślę.

Czy płaczący mężczyzna ma możliwość bytu w dzisiejszych czasach?

Dzisiejsze czasy to jest kluczowy zwrot. Dlaczego? Ponieważ wszystko się zmienia, tak szybko, z dnia na dzień. Wczoraj jeszcze leżeliśmy w dziecięcym łóżeczku i ciągnęliśmy to, co mama podała nam w buteleczce. Jutro, będziemy stać na ślubnym kobiercu, a pojutrze? Tego nikt nie wie.

W dzisiejszych czasach istnieje wiele opisów, wiele stereotypów, które określają płaczącego mężczyznę. Ja zacząłbym wszystko od początku, od starożytnej Grecji. Wtedy od mężczyzn oczekiwano, że jeśli honor ich rodziny zostanie zbrukany, będą publicznie wylewać łzy i rozdzierać szaty. Homer opisywał to, jak podczas swojej podróży do domu Odyseusz wielokrotnie płakał. Według literackich opisów XI-wieczny rycerz Roland po jednej z bitew rozszlochał się tak bardzo, że aż zemdlał. Zaś jedno z najkrótszych zdań w Piśmie Świętym brzmi po prostu: Jezus zapłakał.

Jak to jest teraz? Według niektórych ludzi mężczyzna płaczący, to już nie mężczyzna. Spotykałem się z opiniami wielu osób, czy to na forach internetowych, czy w życiu codziennym. Mówili oni, że facet nie powinien płakać, ponieważ jest to oznaka słabości, bezsilności. Jak dobrze wiemy, mężczyzna musi być silny, musi bronić własnego dobytku, musi pokazywać swoją potęgę, władzę. Kobieta, matka, uczy dziecko jak kochać, a mężczyzna, tata, jak żyć. Rodzice pokazują nam jak wychodzić obronną ręką z wielu sytuacji. Jeżeli coś przeskrobaliśmy, dostajemy po tyłku, płaczemy, bo jesteśmy jeszcze słabi. Z czasem dorastamy do wielu rzeczy. Pukając już niemalże do dorosłego życia, śmiejemy się z tego, bo przypominamy sobie historie, kiedy nie odrobiliśmy lekcji i dostaliśmy pasem po dupie. To nauczyło nas siły. Dostaliśmy od nich tego, czego chcieliśmy, jednak nadal płaczemy – zwracam się tutaj jako płeć męska, płacząca część, nie miejcie mi tego za złe.

Już teraz możecie stwierdzić to, że jestem płaczącym mężczyzną. Nie wstydzę się tego mówić. Tak naprawdę, nie ma czego. Każdy facet czytający ten tekst, powinien być tego świadom.

JAK TO INNI WIDZĄ?

Jak widzę płaczącego faceta, to mam ochotę strzelić mu w pysk, żeby się opanował. Rozumiem, że bywają ciężkie chwile, śmierć, łza się w oku zakręci. Jeśli już targają nami takie uczucia, to uważam, że mężczyzna powinien dać upust swoim, po kryjomu. Jeśli musi zapłakać, to niech pochlipie tak, żeby nikt się nie dowiedział. Bo niestety facet beczący czy to przy swojej kobiecie, czy przy kimkolwiek innym, jest strasznie żałosny.

Tekst wzięty z jednego forum dyskusyjnego. Napisany oczywiście przez faceta. Chcę wam pokazać, że istnieje wiele opinii na ten temat. Niestety z nią nie zgadzam się nawet w jednym calu.

Stereotypy nie tworzą się same, o nie. W dzisiejszych czasach – tak, użyłem tego zwrotu po raz kolejny – mamy do czynienia z nadużywaniem pewnych czynności. Z ewolucyjnego punktu widzenia płacz jest naturalną dla człowieka formą niewerbalnej komunikacji. To dzięki niemu rodzice dowiadują się, że dziecku coś dolega.

Okazuje się, że płacz, jako narzędzie manipulacji, może być także sposobem na przetrwanie. Kto lubi? Politycy manipulują nami najbardziej, jak się okazuje, uczuciami także. Bill Clinton, który podczas pogrzebu Rona Browna, sekretarza handlu był roześmiany, a rozpłakał się dopiero wtedy, kiedy zobaczył kamery. Kandydat Partii Pracy Ken Livingstone, podczas walki o fotel burmistrza Londynu rozpłakał się w świetle reflektorów. Jak okazało się później, Livingstone materiał filmowy dobrze znał, a nagrani „mieszkańcy stolicy” byli w rzeczywistości wybranymi w castingu aktorami!

RÓWNOUPRAWNIENIE PRZEZ ŁZY

W większości społeczeństw wciąż uważa się, że to kobiety powinny być tymi, co płaczą. Ktoś, kiedyś robił jakieś – eh – badania. Ogólnie rzecz biorąc, wyszło, że kobiety płakały średnio pięć razy w miesiącu, a mężczyźni tylko raz.

Kiedy mówimy o płaczu, widzę sportowców. Jedynym przykładem, który mi się przypomina to finał Australian Open w 2010 roku. Federer i Murray spotkali się w finale. Andy rozpłakał się po nim, przegrał. Najprostsze wyjaśnienie jest takie, że pozwoliło mu to rozładować emocje i stres. Zaraz po ataku płaczu tętno jest podwyższone, ale chwilę później spada, oddech zwalnia i większość ludzi odczuwa poprawę nastroju. Większość ludzi! Mężczyźni także to odczuwają!
Szczęśliwi ludzie, to tacy, którzy potrafią się cieszyć i smucić, którzy mają w sobie zgodę na bycie tu i teraz. Szczery płacz po przegranej czy po rozstaniu oznacza tyle, że to ważny moment w życiu człowieka.

Może więc czas na kolejny etap równouprawnienia? Pozwólcie nam płakać – na zdrowie.

Ciao,

Może masz ochotę na więcej?

Scroll Up