Gdzie jest autentyczność?

10 stycznia 2018
Autentyczność

Jestem sobą.

Jak to brzmi w moim otoczeniu? Niezbyt ciekawie. Jesteś sobą, czyli kim? No sobą, po co mam kogoś udawać? A to się tak da? Oczywiście, że tak. Chcesz wiedzieć jak?

Coraz częściej widzę, że to wszystko nam gdzieś ucieka. Staramy się zachowywać jak inni. Nie myślimy też sami. Jednak cała telewizja, wiadomości czy internet mają wielki wpływ na to, co wypływa z naszych umysłów. Spróbujmy znaleźć chociaż jedną różnicę między sesją u hipnotyzera z zegarkiem w ręku a pierwszą lepszą stroną podającą wiadomości ze świata lub kraju. Wydaje mi się, że jest to bardzo proste. Wystarczy wstawić znak równości pomiędzy te dwa obrazki.

Gdzie jest autentyczność?

Staram się rozwijać na wszelkie sposoby. Ostatnio nawet zacząłem kupować książki na potęgę i uwaga: wyrobiłem kartę do publicznej biblioteki w swoim mieście. Jestem szalony.

Publikuję wpisy na facebooku, na google+, wszędzie, gdzie tylko mogę, skąd mnie nie wykopią za spam. Od czegoś trzeba zacząć, a to jest najlepszy początek. Staram się być jak mamusia trzymająca łyżkę z zupą pomidorową przed swoim dzieckiem: Uwaga, leci samolocik! Nie sprawiam, że ludzie się duszą, dławią, ale staram się ich karmić, jak najlepiej potrafię – tym co mam.

Jakiś czas temu dołączyłem do dość dużej grupy na facebooku. Skupia ona blogerów z całej Polski. Ludzie starają się sobie pomagać wzajemnie. Oceniają, krytykują, radzą itd. Ciekawe miejsce dla takich szaleńców jak ja. Inspirację przecież można znaleźć wszędzie. Nawet tam.

Ostatnio padło na tejże grupie pytanie: Jakie są wasze wzory kreatywności (macie wzorce, którym chcecie dorównać)?

Trochę mnie to przybiło. Ja tutaj staram się być sobą, robię wszystko tak, jak ja tego chcę, a przychodzi taki jeden ktoś, kto psuje wszystko, co układałem w głowie przez dłuższy czas. Tak przecież nie wolno. Za to powinno się iść do więzienia.

Wróćmy jednak do samego pytania, konkretnie do odpowiedzi, które padały poniżej. Usłyszałem masę nazwisk (o istnieniu wielu ludzi nie miałem pojęcia). Śmialiśmy się, dyskutowaliśmy, lecz… znalazło się kilku odludków, którzy odpowiedzieli na post dokładnie tak jak ja. Wzorce są słabe. Nie warto się równać z kimkolwiek! Coś w ten deseń.

– To jak sobie radzisz z samooceną? Bez wzorców lub autorytetów trudno się rozwijać.

Jeżeli chcę do czegoś dojść, muszę to zrobić sam. Wyobraźmy sobie taką sytuację. Pan Adam marzy o tym, żeby zostać pisarzem. Chciałby kiedyś wydać swoją pierwszą książkę. Lubi pisać, lecz… nie potrafi. W tej dziedzinie jest niemowlakiem – dopiero zaczął raczkować. Poszedł więc do księgarni i wykupił komplet pozycji Kinga. W ciągu kolejnego roku przeczytał wszystkie jego teksty. Zapożyczył sobie jego styl pisania itd. Stworzył swojego bloga – tak na start. Ludzie zaczęli do niego przychodzić, czytać, zachwycać się. Stał się kimś.

Co w tej historii jest nie tak? Ostatnie zdanie. Adam stał się kimś. Nie był sobą.

Wolność

Usłyszałem kiedyś zdanie, że:

[…] wiedza w połączeniu z wyobraźnią jest podstawą kreatywności, do której, aby się rozwijała, musimy dodać wolność.

 

Możemy się uczyć od innych. Możemy się inspirować ludźmi. Ich wypowiedziami, zachowaniami. Dla mnie na przykład taką inspiracją jest dosłownie wszystko. Często są to rzeczy, których inni ludzie na pozór nie zauważają. Ale czy to znaczy, że przyjaciel, który skłonił mnie do napisania jakiegoś tematu, jest moim autorytetem? Wzorcem?

– Jeżeli chcę do czegoś dojść, to oni nie są mi potrzebni. Jestem pewny tego, co robię i tego, czego oczekuję od siebie. Mam plan ułożony w głowie i nie pozwolę, żeby ktoś go zmienił. Moja dziewczyna to jedyna osoba, która mi pomaga. Poprawia mi wszystkie teksty – pod kątem poprawności językowej itd.

Adam stał się kimś. Stał się podobizną Stephena Kinga. Pożyczył jego styl pisania, wypowiedzi. Jednak… czy w tym świecie, potrzebny jest nam kolejny King? Królem może być każdy. Każdy, kto jest sobą i stara się zachowywać swoje plany, nie podkradając przy tym czyichś pomysłów.

Ciao,

Może masz ochotę na więcej?

  • rademachera

    No to ładnie po mnie pojechałeś :) I ładnie wyjaśniłeś swoje zdanie, tyle że… Nie do końca o to mi chodziło. Może też i nieprecyzyjnie się wyraziłam. Nie myślałam o „wzorze do naśladowania”, ale raczej o osobie/książce/filmie które sprawiają że zaczynamy myśleć innym torem. Że dostrzegamy możliwości których wcześniej nie widzieliśmy.
    I wcale nie namawiam do bezkrytycznego naśladownictwa. Raczej do przyjrzenia się i zastanowienia co z tego mogę adoptować dla siebie.
    Wiesz skąd mi się wzięło to pytanie? Kilka lat temu poznałam autystyczną dziewczynkę. Rozmowy z nią pozwoliły mi popatrzeć na świat zupełnie inaczej. Moje nowe spojrzenie o wiele bardziej mi się podoba :)
    Skopiowałam? Naśladuję? Straciłam autentyczność?
    Myślę że się wzbogaciłam :)

    • Tak jak mówiłem, to nie miał być pojazd! Wszystko było pisane z uśmiechem i z przymrużeniem oka.
      Jeżeli chodzi o sam autorytet, pierwsze skojarzenie, które przychodzi mi do głowy, to uległość. Moja dziewczyna studiuje psychologię a i mi jest do tej nauki dość blisko.
      W psychologii autorytetem nazywamy osobę, której ulegamy i wykonujemy jej polecenia. Być może dlatego weszliśmy na taki tor.
      Przyznaję ci rację, oczywiście, nie skopiowałaś, nie naśladujesz, nie straciłaś autentyczności. Lecz – w moim odczuciu – osoba, którą poznałaś, stała się dla ciebie inspiracją aniżeli autorytetem i wzorem do naśladowania.

Scroll Up