Fajnie byłoby dostawać listy Piszemy huncwocie

18 kwietnia 2017

Każdy człowiek ma jakieś marzenia. Podzielmy sobie je na wielkie i małe, będzie prościej. Wielkie, to takie, które wiążą się z niesamowitą inicjatywą drugiej osoby. Mam na myśli tutaj wszystkiego rodzaju wycieczki czy te związane z osobami trzecimi – jak uściśnięcie ręki swojego idola. Mamy też marzenia małe, typu: samochód, domek letniskowy czy maszyna do pisania.

Maszyna do pisania pojawiła się w tym zestawieniu nie bez powodu. To jest moje marzenie. Nie dość, że chciałbym mieć własny domek – koniecznie parterowy – to chciałbym w nim mieć pokój, tylko dla mnie. Najlepiej zamykany na cztery zamki od wewnątrz, wygłuszany. W środku znalazłyby się moje wszystkie sprzęty muzyczne, komputer i stanowisko na maszynę do pisania. Być może jestem człowiekiem starej daty, ale mówię wam poważnie – używałbym jej. Obok, stałoby pióro wraz z kałamarzem do podpisywania dokumentów. Bajka!

Fajnie byłoby dostawać listy

Tak, chciałbym dostawać listy. Nigdy w sumie ich nie pisałem (oprócz pocztówek, które nie umywają się do nich), teraz chciałbym to zmienić. Za każdym razem, kiedy oglądam jakiś starszy film, gdzie główny bohater wysyła swojej ukochanej list miłosny – mimo że nie lubię takiego kina – odzywa się we mnie zamiłowanie do pisania. Nie mam na myśli tylko tekstów na blogu, bo to jest proste. O wiele trudniejsze jest pisanie ręczne, czy też na maszynie. Nie możesz się pomylić, nie możesz niczego zamazać, skreślić. Sama świadomość tego, że muszę się skupiać na tyle, żeby się nie mylić, strasznie mnie podnieca i generuje takie zasoby energii, która zasiliłaby całe miasteczko.

Czy kiedykolwiek pisaliście listy? Mam nadzieję, że tak. To jest piękne uczucie, przeżycie. W każdy list, napisany przeze mnie, wkładałbym całego siebie.

Listy w XXI wieku

Kto listy pisze,
podpisuje,
co z niego pozostanie kiedyś.

Wyobraźcie sobie sytuację, że za kilkadziesiąt lat, chcielibyście wrócić do archiwum waszych rozmów na Facebooku, czy Gadu-Gadu. Udałoby się to wam zrobić? To są rzeczy przejściowe w naszym życiu. Nikt nie powiedział przecież, że Facebook nie może zniknąć. Twittera też może kiedyś zabraknąć, na Snapchacie nasze zdjęcia już są usuwane po krótkim czasie, Instagram je przetrzymuje, ale też może zginąć w akcji. Jedyne, co po nas zostanie to słowo pisane. Słowo, które kiedyś my przelaliśmy na papier i wręczyliśmy drugiej osobie.

Jestem przekonany, że gdyby dzisiaj dać młodej osobie papier i pióro, ona nic nie potrafiłaby z tym zrobić (mimo że tego się uczymy, jak je pisać – przynajmniej mnie jeszcze uczono). Co więc pozostanie po nas za lat dwadzieścia? Tylko wspomnienia i słowo mówione, które kiedyś może zaginąć lub zmienić swoje znaczenie. To jest najstraszniejszy scenariusz naszej przyszłości.

Listy warto pisać, bo:

  1. Zawsze możemy się łudzić, że sowa jeszcze przyniesie twój list z zaproszeniem do Hogwartu.
  2. Zawsze miło zobaczyć, że w naszych skrzynkach pocztowych znajduje się coś więcej niż same rachunki i reklamy śmieciowe.
  3. Możemy poznać ludzi z całego świata, z którymi łączą nas wspólne zainteresowania.
  4. Listy są magiczne. Zawierają w sobie autentyczną cząstkę drugiego człowieka.
  5. Zostaną po nas wspomnienia – tak jak pisałem wcześniej – pamiątki, które z pewności ułatwią dalszym pokoleniom przekazanie, jakimi ludźmi byliśmy.
  6. Dzięki listom możesz wyznać komuś swoje uczucie.
  7. To jest cudowny pomysł na prezent. Wyobraź sobie to uczucie, kiedy dostajesz 365 listów od ukochanego w ramach rocznicy.
  8. Ćwiczymy zdolności manualne i umysłowe.
Piszemy huncwocie

Istnieje piękna inicjatywa bloga róbmydobrze. Wpadli na genialny pomysł. Stworzyli akcje pisania listów papierowych. Wszystko zaczęło się 8 miesięcy temu, ale z tego, co widzę, ludzie nadal dopisują się do listy (dzisiaj widnieje na niej 355 opisów).

Chodzi o to, żeby w zgłoszeniu, które wysyłamy do autorów, znalazł się nasz adres korespondencyjny oraz notka o sobie, licząca do 555 znaków. Na samym początku piszemy listy do dwóch osób, które losują autorzy. Kiedy potwierdzimy wysyłkę pierwszego listu, zyskujemy prawo do wyboru kolejnego rozmówcy – z listy. Zresztą, co ja się będę, wszystko macie opisane w odnośniku powyżej.

Szczerze, ja się jeszcze zastanawiam, ale na pewno przyjdzie taki moment, że w końcu pęknę lub sam napiszę list do znajomej mi osoby. Ot tak, żeby miło kogoś zaskoczyć.

Świat listu został roztrzaskany przez telefon, teraz atakuje go skrzyżowanie telefonu i listu, niechlujny i szybki mutant w postaci e-maila. Ale w naszym narastającym luksusowym chaosie nieustannie odnajdują się i spotykają ludzie, którzy odkrywają, że w intymności kontaktu na odległość nic nie zastąpi listu, choćby był pisany na komputerze.

Ciao,

Może masz ochotę na więcej?

  • Ciekawy pomysł. Kiedyś pisałam mnóstwo papierowych listów do bliskich. Teraz robię to znacznie rzadziej, ale nadal mi się zdarza. Do tego wysyłam tylko przez siebie wykonane kartki z życzeniami. Pisanie listów jest świetne, choć szybciej pisze się e-mail.

    • Oczywiście, że szybciej, ale jakże przyjemniej jest dostać list, prawda?
      Moja babcia nadal trzyma plik listów miłosnych, zawiązany kolorowym paskiem. Pewnie będą miały już z 55-60 lat :)

  • Pisałam kiedyś, chętnie wróciłabym do tego przyjemnego uczucia, oczekiwania na odpowiedź i wypieków na policzku, kiedy listonosz zostawiał pocztę :)

    • Nic tylko wrócić do tego i wziąć udział w akcji! Warto pisać, przecież to jeden list miesięcznie :) (minimum)

  • Ciekawy post i interesująca akcja. Sama też chciałabym dostać papierowy list, niekoniecznie z urzędu lub z innej instytucji, tylko od kogoś zajomego.

    Pozdrawiam, a w wolnej chwili zapraszam do siebie zakladkadoksiazek.pl

    • Wystarczy się dopisać, podobno akcja działa bardzo sprawnie. Moja znajoma wzięła w niej udział, bardzo sobie chwali :)

  • Ewa Maria

    Witaj, Piotrek. Pierwszy raz jestem na Twoim blogu. Podjąłeś interesujący temat. Ja w swoim życiu napisałam dużo listów papierowych. Pisałam listy i w podstawówce, i w liceum, i później. Rozumiem Twoją tęsknotę do tej kultury. Ale wiesz, ja bym tak nie deprecjonowała tych e-maili. Przecież i e-mail moze być napisany starannie, może być prawdziwym, obszernym listem o naszych uczuciach, tylko po prostu wysłanym inną drogą. Może być pięknie napisany, a nawet romantyczny. Ja na przykład nie miałabym nic przeciwko temu, żeby dostać romantyczny list miłosny wysłany e-mailem ;-)) Ale masz rację, ze w tej kulturze listów papierowych było ,,coś”. Życzę Ci napisania i otrzymania wielu ciekawych listów. Pozdrawiam, Piotrek.

    • Cześć!
      Zgadzam się praktycznie ze wszystkim, lecz popatrz, e-maile możemy usunąć, nawet niechcący, a jednak list papierowy, który leży na naszej półce i każdego dnia, wstając z łóżka spoglądamy na niego, jest o wiele ciekawszą i piękniejszą formą wyrażania siebie.
      Jeżeli jesteś tutaj pierwszy raz, to jedyne, co mogę zrobić to zaprosić cię do częstszego odwiedzania strony :) Pozdrawiam cieplutko!

      • Ewa Maria

        Zerkałam na inne Twoje posty i bardzo możliwe, że będę tu częstszym gościem! Sporo mądrości, humoru i fajny styl pisania widzę u Ciebie! W ogóle to jetem Ewa. Trzymaj się :)))

        • Jeszcze się uczę :) powoli, ale jednak cały czas do przodu.
          Cześć Ewa, ja wolę określenie Lisek :)

          • Jeśli wolno mi jeszcze coś powiedzieć… To, że się uczysz i że mówisz o tym, tylko dobrze o Tobie świadczy. Zawsze mi się podobają ludzie, którzy mówią o sobie: ,,Uczę się”. Mogę Ci śmiało powiedzieć, że ja też się ciągle uczę. Uczę się coraz lepiej pisać. Może tak już musi być, może do końca życia będziemy się tego uczyć. Ale to fajne, że się rozwijamy. Tak sobie myślę. Pozdrawiam, Lisek :-)))

          • Ostatnio czytałem wywiad z jednym z najlepszych gitarzystów akustycznych na świecie – Tommy Emmanuel. Ma 62 lata i powiedział, że nadal odkrywa nowe rzeczy, nadal uczy się grając, więc to prawda, co powiedziałaś. Oby do przodu :)

          • Dokładnie :)))

          • Nie zostawiłam kontaktu do swojej ,,twórczości”, więc jakby co… Poławiaczka Pereł http://polawiaczka.blogspot.com Jeśli choć trochę interesuje Cię malarstwo, może znajdziesz u mnie coś dla siebie :)

          • W wolnej chwili podskoczę, dzisiaj mam detoks :)

  • Ojej, a ja nie znoszę dostawać listów, szczególnie, że u nas ogromny problem z dostarczaniem poczty jest i potem nadawcy dopytują, czy list doszedł, a tu list gdzieś się buja, nie wiadomo gdzie. Kiedyś paczkę nadaną zimą znalazłam na wiosnę, jak śnieg stopniał ;)

    • I tylko dlatego nie znosisz listów?

      • To taki najbardziej dotkliwy problem z nimi związany, bo rzadko który dociera normalnie na Szczyt.

        • Zawsze można wysłać sowę albo gołębia ;)

  • Miałam w życiu kilka takich osób, z którymi pisałam listy, bo to kocham. Napisanie listu własnoręcznie (nie na komputerze), podpisanie go i wysłanie jest pokazaniem drugiej osobie zaangażowania i chęci. A może też być wspaniałym pisemnym świadectwem miłości, prawda?

    • Oczywiście, że może! To jest najpiękniejsze :)

Scroll Up